Najnowsze wpisy


lis 15 2018 #304: Malejąca numeracja stron w WORD -...

Motto: "Wszystko co jest możliwe do pomyślenia, jest też możliwe do urzeczywistnienia - tyle że trzeba pracowicie znaleźć sposób jak tego dokonać" (ustalenie filozofii totalizmu)

 

W dzisiejszym świecie coraz większy nacisk kładzie się na szybkość i wygodę. Przykładowo, aby możliwie najszybciej i najdogodniej znajdować najnowszą informację, zamiast stosowania uprzednio tradycyjnego dopisywania wiadomości do końca ich wykazu, obecnie dopisuje się je do początka - tak przykładowo jak obecnie czyni się to w tzw. "blogach" internetowych. Takie jednak dopisywanie wiadomości do początka wykazu, wzbudza problem z numeracją stron. Wszakże jeśli dany wykaz ma swój "spis treści", a jego strony są numerowane w tradycyjny sposób (tj. rosnąco, od pierwszej do ostatniej), wówczas po dopisaniu czegoś do początka wykazu koniecznym staje się też przenumerowanie stron w całym "spisie treści". Problem ten łatwo jednak wyeliminować, jeśli strony zacznie się numerować malejąco, tj. kiedy pierwsza strona ma najwyższy numer, każda zaś następna numer o jeden mniejszy, aż do ostatniej strony - która ma numer 1. Przy takim malejącym bowiem numerowaniu stron, jeśli coś nowego dopisze się do początka wykazu, wówczas w "spisie treści" wystarczy podać numer strony tej nowo-dopisanej informacji - bez potrzeby ponownego przenumerowania wszystkich stron całego "spisu treści". Nic więc dziwnego, że coraz więcej użytkowników komputerowych word-processorów szuka sposobu jak ponumerować strony swego dokumentu w takiej malejącej kolejności. W niniejszych moich wyjaśnieniach poinformuję jak to uczynić w WORDzie firmy Microsoft - oraz podam działający przykład i szablon zaprogramowania mojego własnego rozwiązania dla tego problemu WORDa (na fakt istnienia jakiego to działającego rozwiązania zwróciłem już uwagę czytelnika na swej stronie "tekst_13.htm" w §2 z jej "części #F").

 

Word-processor firmy Microsoft, zwany "WORD", obecnie prawdopodobnie jest najszerzej stosowanym w świecie generatorem pisanych dokumentów. Ja go używam od 2011 roku - kiedy to dostępna dla mnie się stała jego wersja umożliwiająca łatwe wprowadzenie i użycie polskiego alfabetu. (Poprzednio używałem Word Perfect, w którym wprowadzenie i używanie polskich literek było możliwe znacznie wcześniej niż w WORD - z niego zaś tylko tłumaczyłem potem swe teksty na format WORDa.) Czytelnik zapewne też już używa WORDa. Dnia 2018/11/11 Google informował, że w całym świecie WORDa używa około 1.2 miliarda ludzi (po angielsku: 1.2 billion) - czyli niemal każdy co siódmy obecny mieszkaniec Ziemi. Na przekór tego, jeśli w światowym internecie szuka się informacji, jak w WORDzie ponumerować strony w kolejności malejącej (odwróconej), odpowiedż jaką zapewne się tam znajdzie, to że malejące numerowanie stron w WORDzie jakoby jest niemożliwe - po przykład takich właśnie odpowiedzi patrz pod następującym adresem: https://www.stl-training.co.uk/post-15303-inserting-descending-page-number.html - cytuję: "Word's page numbering is designed to number in ascending order, not descending therefore there is nothing you can change in the page numbering that would make Word do this - sorry."; albo pod adresem: http://www.wordbanter.com/showthread.php?p=496350 - cytuję: "reverse page order is what you are trying to do is impossible". Jeśli zaś w polskojęzycznym internecie szukać informacji na temat malejącej (odwróconej) numeracji stron w WORD, wówczas się okazuje, że aż do czasu mojego opublikowania niniejszego wpisu do blogów totalizmu oraz opublikowania punktu #I1 z mojej strony o nazwie "tekst_13.htm" - z której wpis ten został adaptowany, absolutnie nic na ten temat po polsku NIE dawało się tam znaleźć.

 

Ja osobiście głęboko wierzę w prawdę ustalenia mojej filozofii totalizmu (z jaką czytelnik może się zapoznać ze strony o nazwie "totalizm_pl.htm"), jakie to ustalenie przytoczyłem w "motto" do niniejszego wpisu. To ustalenie, przyjmujące formę intelektualnego prawa obowiązującego w naszym świecie fizycznym, stwierdza, że "wszystko co jest możliwe do pomyślenia, jest też możliwe do urzeczywistnienia - tyle że trzeba pracowicie znaleźć sposób jak tego dokonać". Prawdę tego prawa ja sam ustaliłem jako wynik wieloletniego rozwijania nadal jedynej na świecie Teorii Wszystkiego zwanej "Koncept Dipolarnej Grawitacji" (Kodig) - z jaką to teorią czytelnik może się zapoznać z mojej strony o nazwie "dipolar_gravity_pl.htm". Aby bowiem zidentyfikować i potwierdzić istnienie i działanie tego intelektualnego prawa, musiałem przeanalizować ogromną ilość materiału dowodowego, a także wyciągać wiele popieranych obserwacjami empirycznymi wniosków logicznych z poprzedniego swego odkrycia faktu istnienia i działania tzw. "ULT" – czyli "uniwersalnego języka myśli" opisywanego (wraz z powyższym intelektualnym prawem) w podrozdziale I5.4.2 z tomu 5, oraz w podrozdziale JB7.3 z tomu 7, mojej monografii [1/5]. Potwierdzający zaś owo prawo materiał dowodowy i język "ULT" badałem praktycznie i przemyśliwałem teoretycznie przez okres niemal całego swego życia - linki do niektórych wyników tych badań i przemyśleń przytoczyłem przy haśle z powyższego motto na swej stronie internetowej o nazwie "skorowidz.htm". Kiedy więc w internecie czytałem zniechęcające do działania i zakrywające sobą prawdę informacje, iż jakoby malejącej numeracji stron w WORDzie NIE daje się osiągnąć, mój umysł odmówił zaakceptowania tego co inni na ten temat napisali. Wszakże dla ułatwienia i umożliwienia tworzenia wielu odmiennych algorytmów numerowania kolejnych stron, WORD wprowadził możliwość definiowania numeracji stron prostymi i jednoznacznymi równaniami i operacjami arytmetycznymi (podobnymi do wyrażeń używanych w pierwszych komputerowych językach programowania i w pierwszych kalkulatorach elektronicznych), oraz równie prostymi i jednoznacznymi wyrażeniami logicznymi (typu "if" albo "porównuj" z pierwszych komputerowych języków programowania). Ponadto, w WORD wprowadzone zostały dwie tzw. "systemowe zmienne", jakie zawierają w sobie liczbowe dane umożliwiające przeliczenia wymagane dla zrealizowania wielu odmiennych zasad numerowania stron, w tym także przeliczenia dla malejącej ich numeracji. Mianowicie WORD wprowadził zmienną systemową zwaną PAGE - w jakiej zawarty jest aktualny numer danej strony, oraz zmienną systemową zwaną NUMPAGES - w jakiej zapisana jest całkowita liczba stron danego dokumentu. Tyle, że wyczerpującej informacji, jak wszystkie te narzędzia poprawnie używać np. dla zaprogramowania malejącej numeracji stron, z jakichś powodów aż do napisania niniejszych wyjaśnień niemal NIE dawało się znaleźć w internecie. Innymi słowy, wprawdzie w dosyć prymitywnej formie, jednak WORD ciągle zawiera w sobie wszystkie narzędzia pozwalające na numerowanie stron w malejącej kolejności - zaś problem dotychczasowej niemożności użytkowników aby uzyskiwać taką malejącą numerację stron sprowadza się do braku powszechnie dostępnej wiedzy i umiejętności właściwego użycia tych narzędzi.

 

Po wyciągnięciu powyższego logicznego wniosku, iż WORD ma w sobie wszystkie narzędzia wymagane dla uzyskania malejącej (odwróconej) numeracji stron, oraz po ustaleniu z opisów i przykładów tych narzędzi, iż zostały one w nim zaprogramowane według zasady najprostrzego i najbardziej jednoznacznego ich kodowania, zdecydowałem się włożyć swój własny czas w pracochłonne znalezienie sposobu "jak zrealizować" w WORD taką malejącą numerację stron. Zajęło mi to niemal cały dzień pracy, jednak sposób tego zrealizowania w końcu znalazłem. Sekretem tego sukcesu okazała się być wiedza jak musi być zaprogramowana formuła wyliczająca w WORD taką malejącą (odwróconą) numerację stron. Moja formuła, jaka zadziałała, zaprogramowana została następująco:

T-{ = { NUMPAGES } - 3 - { PAGE } + 1 }

- gdzie liczba powyżej podana jako 3 faktycznie jest numerem ostatniej strony z sekcji "spis treści" mojego dokumentu. Zdolność do wypracowania tej formuły, wynikła z praktycznej wiedzy jaką zgromadzilem w czasach swych studiów, a także na początku swej kariery naukowej. Miałem bowiem wówczas sporo do czynienia z pierwszymi językami programowania komputerów, jakie były właśnie sformułowane na podobnych do zaprogramowania numeracji stron w WORD zasadach prostego i jednoznacznego formułowania rozkazów wydawanych komputerowi. Przykładowo, takim wymagającym przestrzegania ścisłych zasad prostego i jednoznacznego formułowania rozkazów był słynny pierwszy polski język programowania zwany MOST, którym w czasach moich studiów w latach 1964 do 1970, a także w czasach aż do około czasu obronienia mojego doktoratu w 1974 roku, programowało się pierwsze polskie komputery "Odra" produkowane wówczas we Wrocławskiej fabryce "Elwro". Ponadto, w czasach kiedy mieszkając jeszcze we Wrocławiu dodatkowo uzupełniałem skąpe wówczas zarobki pełno-etatowego naukowca-adiunkta na Politechnice Wrocławskiej, pracując wtedy równocześnie półetatowo jako doradca naukowy w ośrodku badawczo-rozwojowym wrocławskiej fabryki komputerów zwanej wówczas MERA-ELWRO, prowadziłem też, między innymi, badania dotyczące zasad programowania operacji arytmetycznych realizowanych przez wówczas produkowane kalkulatory elektroniczne - aczkolwiek głównym powodem dla jakich zatrudniony byłem wtedy przez Elwro, było rozwijanie oprogramowania inżynierskiego - w tym inżynierskich języków programownia, takich jak elwrowski NEL i 2CL, czy mój własny JAP ("JAP" = "Język Automatycznego Programowania": patrz jego opisy w naukowych artykułach mojego autorstwa opublikowane w: "Magazynie Technologa Przemysłu Lotniczego i Silnikowego", numer 2/1973, strony 16-19; oraz "Mechanik", numer 4/1973, strony 175-178). Przykładem najbardziej wyrafinowanej formy takiego programowania ze ścisłym przestrzeganiem zasad prostego i jednoznacznego formułowania rozkazów, była stosowana wówczas w niektórych kalkulatorach elektronicznych, tzw. Odwrotna Notacja Polska (ONP) - po angielsku: "reverse Polish notation (RPN)". (Ciekawe czy czytelnik natknął się kiedykolwiek na, lub nadal pamięta, kalkulatory używające ONP.) Na temat wyników tamtych moich badań kalkulatorów elektronicznych później napisałem nawet artykuł naukowy o danych: dr inż. Jan Pająk - "Budowa i działanie kalkulatorków elektronicznych", polskie czasopismo naukowo-techniczne "Przegląd Mechaniczny", nr. 17/1979, strony 5-9). Tamto zdobyte jeszcze w młodości doświadczenie praktyczne w programowaniu wymagającym przestrzegania ścisłych zasad prostego i jednoznacznego formułowania rozkazów, zostało dodatkowo pogłębione i poszerzone wiedzą teoretyczną podczas dokonywanego już po wyemigrowaniu z Polski wykładania inżynierii softwarowej (tj. Software Engineering) na szeregu odmiennych uczelni - na kilku z których byłem zatrudniany na profesorskich stanowiskach. Wykładanie to bowiem obejmowało, między innymi, najbardziej podstawowy język programowania zwany "Assembler" - aczkolwiek główną jego składową były niemal wszystkie ówczesne języki programowania. Ponadto, jednym z wielu tematów jaki praktycznie przerabiałem wtedy ze swymi studentami w ramach tzw. "case studies" było przygotowanie oprogramowania symulującego działanie elektronicznych kalkulatorków. Jednym zaś z owoców praktycznych tamtych badań nad oprogramowaniem kalkulatorków stało się m.in. wstępnie opracowanie w maju 2005 roku rodzaju uniwersalnego kalkulatorka wirtualnego o nazwie Wszystko w Jednym (dostępnego na mojej stronie o nazwie "all_in_one_pl.htm"). Wprawdzie aby móc "podbić świat", kalkulatorek ten wymagałby dalszego dopracowania, w celu uczynienia go bardziej niż w jego wstępnej wersji "przyjacielskim dla użytkownika" (tj. bardziej "user friendly"), ale wiedza na jego temat u mnie już pozostała. Tyle, że wkrótce po podjęciu jego opracowania staciłem pracę na nowozelandzkiej uczelni. Stąd zaniknęła też wówczas i potrzeba abym inwestował dalszy swój wysiłek i czas w ów temat o wyłącznie dla mnie zawodowej orientacji zarabiania na swój "chleb powszedni".

 

Wyjaśniając powyżej jak to w moim własnym przypadku użyteczna okazała się wiedza jaką poznałem w czasach swej nauki, NIE mogę powstrzymać się tu od dygresji, że szokująco wiele osób z jakimi rozmawiałem w swym życiu, krytykowało programy, zasady i metody ze swego okresu uczenia się i wyrażało żal, że szkoły i uczelnie do jakich uczęszczali NIE nauczyły ich niczego użytecznego - co przydałoby się potem w ich dorosłym życiu. W moim bowiem przypadku, wszystko, czego się nauczyłem w szkole, na uczelni, oraz podczas pisania doktoratu, powtarzalnie i wielokrotnie okazywało się potem użyteczne w moim dorosłym życiu i w pracy zawodowej. Ponadto, dyskusje jakie często prowadziłem ze swymi kolegami zawodowymi (tj. innymi naukowcami), w tym także z tymi co ukończyli najsłynniejsze uczelnie świata, jednoznacznie ujawniały, że moja zawodowa wiedza i przygotowanie są aż o kilka rzędów lepsze od ichnich. To z tych powodów, w swych publikacjach NIE taję, że z mojego doświadczenia życiowego wynika, iż w czasach kiedy ja studiowałem i pracowałem w Polsce, Politechnika Wrocławska była jedną z najlepszych, jeśli nie faktycznie najlepszą, uczelnią techniczną na świecie - po szczegóły w tej sprawie patrz "część #E" (np. punkt #E1), na mojej stronie o nazwie "rok.htm", lub patrz linki pod hasłem "Politechnika Wrocławska najlepszą uczelnią świata 1960-80" z mojej strony o nazwie "skorowidz.htm". Jakaż szkoda, że kiedy po odbyciu kilku profesur na zagranicznych uniwersytetach usiłowałem służyć swą wiedzą i doświadczeniem rodzinnemu krajowi, zaś jedna z nowych uczelni w Polsce zaoferowała mi u siebie stanowisko profesora informatyki, polskie ministerstwo szkolnictwa wyższego jakie uzurpuje sobie prawo do dyktowania uczelniom kogo im wolno lub NIE wolno zatrudniać, NIE zatwierdziło owej oferty - swą decyzję uzasadniając iż jakoby NIE posiadam wymaganej wiedzy informatycznej!

 

Esencję wiedzy praktycznej wynikającej z podanych powyżej moich doświadczeń życiowych programowania z przestrzeganiem zasady pedantycznie prostego i jednoznacznego formułowania wydawanych poleceń możnaby ująć w kilku punktach - jakie teraz tu przytoczę w kolejności od najważniejszej do coraz mniej istotnej. W punktach tych pomijam wszystko co NIE wiąże się z programowaniem w WORD malejącej numeracji stron (wymagań bowiem, podobnych do podanych poniżej, w programowaniu komputerów istnieje znacznie więcej - jednak NIE ma tu sensu wyliczanie ich wszystkich). I tak, pisząc nakazy "co" i "jak" WORD powinien uczynić podczas realizowania naszej formuły wyliczania numeru przyporządkowanego danej stronie, musimy upewnić się aby:

1: Realizacja naszej formuły nigdy NIE generowała wartości mniejszej od zera. Wszakże programując numerację stron, jej twórcy NIE przygotowali swego programu na sytuację, iż jakaś faza wyliczania kolejnego numeru danej strony może wygenerować stronę ujemną. Stąd przykładowo wpisanie w swą formułę rozkazu odejmowania { PAGE - 2 } , podczas wyliczania numeru strony 1 wygenerowałoby właśnie wartość ujemną - co zablokowałoby dalszą realizację naszej formuły.

2: Wszystkie zmienne, wartości liczbowe i operatory z naszej formuły były pisane w sposób jaki pozwala ich łatwe i jednoznaczne identyfikowanie. Przykładowo, WORD wymaga aby każda liczba, każda zmienna, oraz każdy operator, z obu swych stron otoczone były spacjami, zaś "zmienne systemowe" dodatkowo były ujęte w nawiasy klamrowe { } wprowadzane NIE poprzez ich wpisywanie klawiaturą, a wpisywane poprzez wyciśnięcie "Ctrl + F9".

3: Każda formuła dawała się bezbłędnie realizować w fazach jedno-krokowych, od swej strony lewej, ku swej stronie prawej. Stąd na każdym etapie realizowania tej formuły WORD musi być klarownie poinformowany "co" i "jak" powinien uczynić.

4: Formuła numerowania stron NIE używała naszych prywatnych zmiennych, a jedynie wartości liczbowe. To zaś praktycznie oznacza, że kiedykolwiek w danym dokumencie zmienią się jakieś wartości liczbowe wpisane w naszą formułę numerowania jego stron, my musimy także zaktualizować zapis owej formuły.

 

Zanim też przytoczę tu i opiszę precyzyjną instrukcję i przykład, jak "krok-po-kroku" zaprogramować swego WORDa na malejącą numerację stron, powieniem najpierw opisać tu mój dokument, dla jakiego zaprogramowanie to wykonałem. Opis bowiem tego dokumentu pozwoli czytelnikowi lepiej zrozumieć skąd się wzięły wartości liczbowe z mojej formuły pokazanej uprzednio, zaś wpisywanej do WORDa zgodnie z instrukcją "krok-po-kroku" podaną poniżej. I tak, rozwiązanie problemu malejącej numeracji stron w microsoft'owym WORD mi było potrzebne do napisania "tomu T" oferowanej tutaj darmowej publikacji [13] zawierającej zestaw wszystkich moich wpisów do blogów filozofii totalizmu. Do pisania publikacji [13] ja bowiem używałem angielskojęzycznej wersji word-processora "Microsoft Office Word 2003", poczym jedynie tłumaczyłem potem gotową [13] na format PDF, co nadawało jej odporność na ewentualne doczepianie do niej wirusów komputerowych - wszakże dokumenty pisane WORDem NIE są zabezpieczone przed takim doczepianiem wirusów przez osoby, instytucje, lub software o przestępczych celach działania. (Przy moim zamieszkiwaniu w Nowej Zelandii, zdobycie polskojęzycznej wersji WORD'a, dla mnie jest niemożliwe.) W mojej publikacji [13] jej "tom T" składa się z trzech wielostronnicowych tzw. "sekcji". Sekcje te są wzajemnie poodzielane od siebie odpowiednio zaprogramowanymi "section break" - czyli "granicami między-sekcjowymi". Aby w WORD wprowadzić gdzieś taką "section break", w jego "menu" trzeba myszą kliknąć na pozycję po angielsku zwaną "Insert" (jej polskiej nazwy NIE znam - aczkolwiek słowo "insert" znaczy "wpisz pomiędzy"), poczym wybrać z "Section break types" właściwy typ sekcji jaki chce się aby był realizowany na stronach poprzedzających dany "section break". Pierwszą "sekcję" mojego "tomu T" stanowi "strona tytułowa" owego tomu. Drugą zaś jego sekcję stanowi jego wielostronicowy "spis treści" (obejmujący tytuły wpisów ze wszystkich tomów publikacji [13]). Numery stron w tych pierwszych dwóch sekcjach są zaprogramowane rosnąco - tyle że tradycyjnie dla "strony tytułowej" wstrzymałem ukazywanie się jej numeru strony, zaś numeracja stron w "spisie treści" jest kontynuacją numeracji stron ze strony tytułowej. Dopiero trzecia sekcja mojego "tomu T" zawiera właściwe zestawienie treści kolejnych wpisów do blogów totalizmu. To jedynie strony w tej trzeciej sekcji postanowiłem numerować malejąco, dodając przed każdym numerem jej strony dużą literę T oraz myślnik oddzielający ową T od liczby numeru strony. To malejące numerowanie stron wprowadziłem aby NIE musieć przenumerowywać wszystkich "spisów treści" dotyczących owego "tomu T" po każdym dodaniu do jego początka nowego i właśnie opublikowanego w internecie wpisu do blogów totalizmu. Aby dokładniej zilustrować czytelnikowi przykładami to co wyjaśniam w niniejszym wpisie, do przytoczonych tu opisów załączam też aż dwa przykładowe dokumenty zawierające właśnie taką malejąca numerację stron jaką wypracowałem. Pierwszym z tych przykładów jest załączony w formacie WORD cały ów "tom T" - oto link do niego:

Tom T (wpisy numer #333 to #300, 12pt) - w formacie WORD

Odnotuj przy tym, że ów "tom T" dodaję tu dopiero po uprzednim opublikowaniu w internecie wpisu #304 do blogów totalizmu z niniejszymi informacjami - tak aby ów wpis #304 móc już zawrzeć w owym "tomie T". Ponadto, aby NIE zwiększać potem swej pracochłonności poprzez wymienianie tego "tomu T" na jego coraz nowsze wersje za każdym razem kiedy opublikuję w nim następny nowy wpis - po owym pierwszym umieszczeniu w internecie tego "tomu T", NIE będę dalej już go aktualizował. (Stąd treść "Tomu T" w WORD z upływem czasu będzie coraz bardziej krótsza niż treść "Tomu T" w formacie PDF.) Drugim przykładem dokumentu jaki tu dołączam, jest przygotowany też w formacie WORD krótki przykładowy "szablon" (po angielsku "template") bazujący na układzie owego "tomu T". W owym szablonie, zamiast treści, poszczególne strony są jedynie opatrzone napisami informującymi do której sekcji dokumentu strony te przynależą. Oto link do tego szablonu:

Szablon tomu T w WORD (zawiera: "stronę tutułową" i 2 strony "spisu treści" o rosnącej numeracji stron, plus 5 stron tekstu "tomu T" o malejącej numeracji stron)

Warto przy tym odnotować, że sekcje "strona tytułowa" oraz "spis treści" tego szablonu, dają się częściowo wydeletować - co spowoduje, że po takim wydeletowaniu otrzyma się dokument w WORD, w którym np. wszystkie strony są ponumerowane malejąco. Alternatywnie, jego "stronę tytułową", jak i "spis treści" można porozciągać na większą niż mają one obecnie liczbę stron - trzeba jednak też pamiętać aby w formule numerowania stron z trzeciej jego sekcji liczbę 3 stron numerowanych rosnąco zastąpić sumaryczną liczbą stron na jaką pierwsze dwie jego sekcje zostaną porozciągane. Ponadto symbol "T-" w numeracji stron z trzeciej jego sekcji można także zastąpić dowolnym własnym symbolem, lub nawet całkiem go wydeletować.

 

Czas więc aby przytoczyć tu instrukcje "krok-po-kroku", informującą jakimi rozkazami WORDa w ostatniej "sekcji" z owego "tomu T" mojej publikacji [13] uzyskałem automatycznie wyliczaną malejącą (odwróconą) numerację stron. Odnotuj przy tym, że w niniejszej instrukcji podaję angielskojęzyczne rozkazy WORDa, ponieważ polskojęzycznych odpowiedników dla tych rozkazów NIE znam - NIE mam bowiem dostępu do polskojęzycznej wersji tego word-processora. Niemniej polscy czytelnicy zapewne z łatwością ustalą jakie są polskojęzyczne odpowiedniki tych rozkazów - mają przecież przed sobą polskie wersje WORD'a, oraz mają też załączone do niniejszej instrukcji powyżej opisane dwa przykłady dokumentów numerujących strony w malejącej (odwróconej) kolejności. Oto owa instrukcja:

 

Krok 1: Ujawnij sobie do wglądu miejsca na stronach gdzie numeracja stron jest zaprogramowana i pokazywana. W tym celu najpierw ustaw swój dokument na zaprezentowanie go w wyglądzie (układzie) drukowania. Dla takiego zaprezentowania najpierw kliknij myszą na menu "View", potem zaś kliknij w owym "View" na pozycję "Print Layout" (tj. na jego "wygląd czy układ po wydrukowaniu"). Następnie kliknij też myszą w tym samym menu "View" na jego pozycję "Header and Footer" (tj. "nagłówek" i "stopka") - aby ujawnić w przeprogramowywanym dokumencie miejsce w jego nagłówku lub w jego stopce gdzie wpisywane są formuły numeracji, zaś przy drukowaniu danego dokumentu - automatycznie drukowane są numery kolejnych stron. Ponieważ po ujawnieniu "nagłowka" i "stopki" WORD może przewertować nasz dokument do pierwszej strony (np. mój WORD tak właśnie czyni), jeśli więc tak się stanie wówczas jako ostanie działanie tego kroku 1 trzeba przerzucić jego kursor z powrotem do którejś ze stron w sekcji jaką programujemy na malejącą numerację.

 

Krok 2: Ujawnij formułę jaka jest użyta do wyliczania numeracji stron w każdej sekcji danego dokumentu. W celu tego ujawnienia wyciśnij dwa przyciski swej klawiatury komputerowej, tj. przyciski: "Alt" + "F9" (co w "Header" lub we "Footer" pisanego lub analizowanego dokumentu ujawni ci właśnie formuły, które w poszczegółnych sekcjach danego dokumentu wyliczają numery ich kolejnych stron).

 

Krok 3: Zmodyfikuj formułę wyliczania stron dla danej sekcji, lub wpisz całkowicie nową (własną) formułę. W tym celu, jeśli zmieniasz jedynie wartości liczbowie w mojej formule jaką przytoczyłem uprzednio, lub zmieniasz w niej np. symbol "T-", wówczas klawiaturą wypisz nowe wartości, lub nowy symbol w miejsce "T-", deletując klawiaturą zawarte tam stare wartości (np. stare 3 z "szablonu", lub stary odpowiednik owego 3 z "tomu T"). Jeśli jednak wpisujesz całkowicie nową (własną) formułę, wówczas pamiętaj, że wymaganych par nawiasów klamrowych { } NIE wolno ci wpisywać klawiaturą, a musisz je wpisać poprzez wyciśnięcie dwóch klawiszy "Ctrl + F9", a także pamiętaj, że każdą zmienną systemową, każdy operator działania, a także każdą wartość liczbową musisz z obu stron otaczać pojedyńczymi spacjami.

 

Krok 4: Zamknij uwidocznioną w "kroku 2" formułę numerowania stron z danej sekcji dokumentu. W tym celu ponownie wyciśnij dwa przyciski swej klawiatury komputerowej, tj. przyciski: "Alt" + "F9". To zaś w "Header" lub we "Footer" pisanego lub aktualizowanego właśnie dokumentu zamieni wyświetlenie istniejącej tam formuły, w wyegzekwowanie działania tejże formuły (tj. w pokazywanie aktualnych wartości liczbowych reprezentujących numery kolejnych stron danego dokumentu).

 

Krok 5: Zamknij ujawnione w "kroku 1" miejsce gdzie numeracja stron jest zaprogramowana i pokazywana, oraz zachowaj gotowy dokument. W tym celu ponownie kliknij myszą na menu "View", potem zaś na jego pozycję "Header and Footer" (tj. "nagłówek" i "stopka"). Po ich zamknięciu, w miejscu gdzie znajduje się formuła, powinny pokazać się poprawnie wyliczone i sformatowane numery kolejnych stron. NIE zapomnij też, aby po wykonaniu wszystkich tych działań, oraz po przekonaniu się iż produkują one poprawne numery stron, zapisać sobie na dysku gotową wersję ukończonego dokumentu.

 

* * *

 

Życzę produktywnego użycia w swej działalności powyższych informacji, wyjaśnień, przykładów i szablonu jakie tu altruistycznie dostarczam aby w ten sposób móc dopomagać każdemu bliźniemu potrzebującemu tego typu rozwiązania lub wiedzy.

 

Uwaga: na życzenie czytelników jestem gotowy dodatkowo udoskonalić powyższe opisy. Jeśli więc ktoś z czytelników zwróciłby moją uwagę na ewentualny brak klarowności którychś z przytoczonych powyżej wyjaśnień lub instrukcji, czy na jakąś niedoskonałość któregoś z dołączonych do opisów moich przykładów już sprawdzonego w działaniu rozwiązanie dla problemu malejącej numeracji stron, wówczas z chęcią dopiszę tu co będzie dodatkowo wymagane, lub udoskonalę to co już tu opisane.

 

* * *

 

Powyższy opis, formuła, instrukcja, szablon i przykład jak zaprogramować swego WORDa na drukowanie malejącej numeracji stron, są adaptowane z punktu #I1 (w "części #I") mojej strony internetowej o nazwie "tekst_13.htm" (aktualizacja datowana 15 listopada 2018 roku, lub później). Stąd czytanie i rozumienie głównych informacji niniejszego wpisu byłoby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej "tekst_13.htm", niż z niniejszego wpisu - wszakże na owej stronie działają wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, użyte są kolory, ilustracje i widea, zawartość jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony "tekst_13.htm" już została załadowana i udostępniona wszystkim chętnym m.in. pod następującymi adresami:

http://www.geocities.ws/immortality/tekst_13.htm

http://magnokraft.ihostfull.com/tekst_13.htm

http://totalizm.zensza.webd.pl/tekst_13.htm

http://gravity.ezyro.com/tekst_13.htm

http://totalizm.com.pl/tekst_13.htm

http://cielcza.cba.pl/tekst_13.htm

http://pajak.org.nz/tekst_13.htm

 

Na każdym z powyższych adresów staram się udostępniać najbardziej niedawno zaktualizowane wersje wszystkich moich stron internetowych. Stąd jeśli czytelnik zechce z "pierwszej ręki" poznać prawdy wyjaśniane na dowolnej z moich stron, wówczas na którymkolwiek z powyższych adresów powinien uruchomić "menu2_pl.htm" zestawiające zielone linki do nazw i tematów wszystkich stron jakie dotychczas opracowałem, poczym w owym "menu2_pl.htm" wybrać zielony link do strony jaką zechce przeglądnąć i kliknięciem "myszy" uruchomić ową stronę. Przykładowo, aby owo "menu2_pl.htm" uruchomić z powyżej wskazanego adresu http://totalizm.com.pl/petone_pl.htm , wystarczy aby w adresie tym nazwę strony "petone_pl.htm" zastąpić nazwą "menu2_pl.htm" - poczym swą wyszukiwarką wejść na otrzymany w ten sposób nowy adres http://totalizm.com.pl/menu2_pl.htm . W podobny sposób jak uruchamianie owego "menu2_pl.htm" czytelnik może też od razu uruchomić dowolną z moich stron, nazwę której już zna. Przykładowo, aby uruchomić moją stronę o nazwie "skorowidz.htm" np. z witryny o adresie http://pajak.org.nz/tekst_13.htm , wystarczy aby zamiast owego adresu witryny wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://pajak.org.nz/skorowidz.htm .

 

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia "a priori" nowej "totaliztycznej nauki" i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu, które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #304). Początkowo istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie z tamtych początkowych blogów totalizmu, jakie ciągle NIE zostały polikwidowane przez licznych przeciwników "totaliztycznej nauki" i przeciwników wysoce moralnej "filozofii totalizmu", można znaleźć pod następującymi adresami:

https://totalizm.wordpress.com

http://totalizm.blox.pl/html

 

Z totaliztycznym salutem,

Dr inż. Jan Pająk

 

P.S. Ponieważ niemal połowa wpisów do blogów totalizmu jest równoczesnie publikowana zarówno po polsku jak i w języku angielskim, zdecydowałem że w obu tych językach powinien także być opublikowany temat aż tak istotny dla dobra i postępu użytkowników internetu, jak zaprezentowana w powyższym wpisie "odwrócna (malejąca) numeracja stron w WORDzie". (Po polsku poszukiwane przez użytkowników, jednak dotychczas dla nich niedostępne, zasady owej malejącej numeracji stron już opublikowałem też we wpisie numer #304 do blogów totalizmu - np. patrz #304 na blogu https"//kodig.blogi.pl czy na blogu https://drjanpajak.blogspot.co.nz .) Dlatego w punkcie #I2 z powyżej linkowanej strony "tekst_13.htm" temat ten już opublikowałem po jego przetłumaczeniu na język angielski - tak aby mogły z niego korzystać także i inne narodowości, oraz np. Polacy (emigrancji) bardziej już biegli w języku angielskim niż w specjalistycznym języku polskim.

 

 

lis 08 2018 #303E: The pilgrimage, the plan of which...

Motto of videos #J3xyz: "Even if you act alone and believe that you are the only person in the entire world who does a given something, in fact your actions are one of numerous components of a much larger plan implemented and coordinated by God, in the completion of which God engages many appropriately inspired people."

 

Videos #J3xyz: Everything that God does and allows to be manifested through either nature or through words and actions of people, actually is an essential part of a gigantic divine plan oriented toward the well-being of many people (e.g. the plan for educating and progressing of the entire humanity) - even if it looks only like something insignificant or temporary. The method of God's acting that always makes each event or each move approved or implemented by Him to be a component of some larger divine plan, causes that also my witnessing of the burning bush of seaweed described in item #J3 on the web page named "petone.htm", may only seem to be unimportant and accidental, however it for sure is one among segments of a greater plan that God is just putting into practice. About just such a role of the "elementary component of a larger divine plan" fulfilled by each event and by every manifestation, I have known already for a long time from a whole range of theoretical premises. For example, one of these premises is the philosophical principle that every event or every manifestation is a result of some cause, which in turn is an outcome of yet another proceeding cause, while the primary cause of the entire such chain of causes-and-effects must be God Himself. Another kind of such premises provide results of my research on the God's methods of action, described on a whole series of web pages linked through keywords from my Polish web page named "skorowidz.htm". Still another theoretical premise is the operation of the divine system of governing, educating and examining people, which I described in item #J5 on the web page named "petone.htm". But the most interesting is, that already have been given to me the chance to learn the first empirical confirmation, that the above my sighting of the burning bush from the beach in Petone, is just one among numerous fragments of a larger divine plan. This first empirical confirmation was revealed to me on the occasion of the announcement by the NZ Catholic Church that the Sunday, 7th October 2018, was the annual day of prayer for the Venerable Suzanne Aubert. The church has been carrying out the process of her canonization to the saint since a number of "human years", and now it appeals to believers for praying to God regarding revealing the miracles that are necessary to approve her for the sainthood. In turn the visible link and the reason due to which slowly is revealing itself the direct relationship that exist between my sighting of the burning bush in Petone, and that spiritually-important plan of canonization of Suzanne Aubert, is the announcement publicised in the already widely disseminated publications on this subject, that when this canonization is successful, then the church will create in NZ a trail of religious pilgrimage in the footsteps of Suzanne Aubert. The point is that a fragment of this trail will run near the place in Petone, where I saw that burning bush of seaweed described in item #J3 on the web page named "petone.htm". So if God's intention in showing to me this burning bush was the future official recognition of this area as a "Christianly Holy" place, then that larger divine plan, the small component of which was, among others, showing to me the burning bush, probably will include, among other things, a way of incorporating this holy place into the trail of a future religious pilgrimage in the footsteps of Suzanne Aubert. After all, in the love of God for all people, and also in the life philosophy of the Venerable Suzanne Aubert, is embedded the principle of equal treatment of all people and everything - regardless of the religion and race to which they are categorized. So if in the future the trail of permanent pilgrimage discussed here is actually created, then according to this principle, and also to logic, its component should also include the opportunity for pilgrims to visit the described here special place from Petone - where they will be able to pray to God for everything about which is already known to them, that in other holy places of the world it can get the blessing of fulfilment. Unfortunately, though this principle and logical conclusion are quite obvious, in present times, when there are over 1000 different branches of Christianity, while each of them focuses its attention on whatever separates it from others and each considers itself to be "that only correct one", the inclusion into the Catholic route of pilgrimage a holy place initiated due to prayers of the Presbyterians, will NOT be simple nor easy task at all. After all, only in a tiny Petone inhabited by less than 7000 people (as determined by census of 2013), I already know about the existence and work of at least 11 churches, each one of which gathers believers from a drastically different branch of Christianity (i.e. I already know about the following churches - although I suspect that Petone may have even more of them: Congregational Christian Church Of Samoa - 132 Cuba St, Greek Orthodox Community Church - 23 Bay St, HCUC - Wesley Multicultural Methodist Chruch - 42 Nelson St, Petone Baptist Church - 38 Buick St, Petone Spiritualist Church - 88 Richmond St, The Salvation Army Church - 72 Cuba St, Sacred Heart Catholic Church - 41 Britannia St, St Augustine's Anglican Church - 12 Britannia St, St David's Multicultural Church - 2 Britannia St, The Church of Jesus Christ of Latter-Day Saints - 2 Kensington Ave, The Olive Tree Church - 476-486 Jackson St). But Petone is NOT the town with the largest number of different churches - after all, the human settlements surrounding Petone, e.g. Wainuiomata, Lower Hutt, and Wellington, have such churches (and hence also religious subdivisions) even much more. Also I never noted that any of these churches would have a will to maintain an official relationships or cooperation with any other - although we know, that such a cooperation was practiced on every day basis not only by Suzanne Aubert but also by other clergy of her time. So probably, in order to be able to officially include the Presbyterian place of "burning bush" from Petone into the path of Catholic pilgrimages, needed would be a lot of prayers, many further God's interventions, as well as significant effort and good will of many people who believe that the attention should be focused on what mutually connects us, instead on what divides us. Furthermore, in the current fragile situation of deepening atheism and the lack of responsibility, far-sightedness, vision and biblical knowledge among today's people, additionally still worsened due to uplifting of walls that divide individual branches of Christianity, also would be needed many intense prayers for help and inspiration from God to find such a solution that in the future would NOT place any church nor its faithful in a difficult or losing situation, no matter what in long-term God has pre-planned regarding the blessing of New Zealand and its people with making available to them the Christian holy place already potentially pre-announced by showing the "burning bush" from the beach in Petone. So hereby I present to interested people links to three in my opinion most important videos available to everyone free of charge in youtube.com, which (videos) probably illustrate, among others, the discreetly inspired and given to us by God fragments of His larger plan in that matter. (Note, that almost all videos and publications about Suzanne Aubert, including the ones linked below, are in English.)

 

Links to video #J3x from the address: https://youtu.be/QivzdX2LCII (1:20 min - click on the above link to watch the video): In New Zealand, means in the country most of inhabitants of which are either emigrants or descendants of emigrants, the process of canonization for the sainthood of a French immigrant, Venerable Suzanne Aubert (1935-1926) has been initiated - see web pages accessible through Google and dedicated to this extraordinary woman, who until today induces a wide admiration and the deepest respect. After all, the achievements and philosophy of life of that emigrant, when are compared to whatever was accomplished and in what believe even the most prominent people born locally, looks very pale and shallow. For example, she created an unique for NZ, new religious order of Catholicism, named the "Sisters of Compassion". She took care of sick, orphans, bastards, elderly, infirm, and those whom society rejected. She also opened the first in NZ kitchen serving free soup to starving people - which kitchen works to this day and modelled on which are increasingly more similar kitchens being created recently in NZ. She created also a free system of social assistance. She was a friend of Maoris - on the help and advice of who they relied on as on the proverbial Elijah. She wrote many impressive publications devoted to the treatment of various illnesses with New Zealand herbs. Her religious order also became the largest in her time NZ producer of herbal medicines that actually cured illnesses of that time (means medicines much better than those used today - after all present drugs usually only ease symptoms instead of curing the illness, thus typically they cause the greed-fuelling life-long dependency on taking them - for details see items #I1 to #I3 from my web page named "healing.htm"). She was a pioneer of the medicinal use of marijuana - thus, in contrast to today's politicians and some pseudo-moralists (who are only able to forbid for all people of whatever bad consequences a few individuals begin to abuse), she knew that everything that God created and made available to us can serve both, for good and for evil, so the actual progress and morality do NOT depend on forbidding, but on learning how to utilise the good that is caused by given something and avoid evil consequences of given something. Her motivation to act was that "all people are equal - no matter what religion they practice and from what country they come", and that help should be provided immediately and in the very place where a given evil came into being. So let us all pray that God quickly reveals the miracles associated with this extraordinary woman - which by the Catholic church are required for proclaiming her a saint. After all, in today's increasingly hypocritical and deviated world, she provides an increasingly more needed example of human moral values and an unsurpassed role model.

 

Links to video #J3y from the address: https://youtu.be/IZiWNqhFo2Q (0:30 min - click on this link to view the video): This video illustrates the planned route of religious pilgrimages around New Zealand in the footsteps of Suzanne Aubert - along which route the already published materials have been suggesting that the Catholic Church promises to open to interested faithful the trail of pilgrimages soon after Suzanne Aubert will be declared a saint. It is a very constructive, morally correct and religiously needed initiative. After all, the European experience regarding Catholic pilgrimage trails has already proven how excellent job is done in that area. For example, the church not only supervises and maintains these trails so well, that typically pilgrims have not only the safe and highly educational journeys, but also an access to free or cheap basic meals and to night accommodation. Thus, the implementation of the same principles in NZ would allow that pilgrims with even most modest financial resources are able to visit practically entire New Zealand quite cheaply, and to admire God's magnificence and wonders which God has given to this normally one of the most expensive in the world and at the same time one of the most magnificent tourist countries. After all, volunteers from the Catholic Church will take care of everything along the entire route of these pilgrimages. By a "chance" it also has happened, that in many sections of this pilgrimage route, the government of New Zealand has already built tourist cycling routes that allow for a cheap and very interesting travel by bicycle (or even on foot). At the same time, the route of these pilgrimages coincides with the most beautiful and touristy the most interesting locations worth visiting in New Zealand - which locations are NOT only destinations for visits of tourist groups and individuals organized by official agencies, but also hide numerous miracles and extraordinary features of NZ that officially are ignored, but described in many of my publications. Links to the most important among these officially ignored extraordinary features will be provided in the caption under next (lowest: #J3z) of three videos linked from here. Also notice that the planned trail of this pilgrimage runs through Wellington, which is very close to the beach and cross from Petone described in item #J3 from the web page named "petone.htm" - about which location gradually revealed are various events and premises suggesting that with a great probability it is a "Christian holy place", and thus that under the weight of empirical sightings and human experiences over time it will be confirmed as such. This in turn means that even the poorest New Zealanders when they need to pray directly to God for something extremely important to them, but who previously would NOT be able to finance their journey to one of the holy places overseas known from fulfilling prayers to God, now would be able to pray in their own country, for example for healing or for fulfilling of a special wish - thus they would NOT have to travel a long time and far away in order to be able to pray for the same in a foreign holy place from a distant country.

 

Links to video #J3z from the address: https://youtu.be/vP3hZrbVdd8 (8:30 min): Here are links to the video presenting evidence regarding one of the officially unrecognized yet extraordinary ancient archaeological sites of New Zealand, namely probably a pyramid with a flat upper surface (i.e. of the type build in the Americas among others for religious rites), only that now it is almost entirely covered with a volcanic ash - this site (or pyramid) locally is known under the name Kaimanawa Wall. As it is with many other officially unrecognized although extraordinary sites of NZ, links to the most important among which I will provide here, also not far from this Kaimanawa stone structure runs the pre-planned by the Catholic Church trail of religious pilgrimage in the footsteps of Suzanne Aubert. Due to this, the participants of this pilgrimage will have the opportunity to get to know some of God's wonderful works that still hide in the interior of New Zealand, and the existence of which still is officially denied and purposely hidden. For example, the research by the new "totaliztic science" has revealed, that in order to give to the first people created by God everything that they need for living, and also to inspire their future generations to search for truth and to carry out creative activities, for the use of these first people God created from stones entire ancient cities, pyramids, walls, temples, vessels, ornaments, everyday objects, etc. - the existence of which on Earth, to divert attention from God and from His creational power, the enemies of God firstly ascribed to the organization abilities and ambitions of the ancient rulers of Egypt, the Incas, China, etc., in turn now, when it turned out that these ancient rulers did NOT have access to the technology capable of erecting such excellent stone monuments - the enemies began to attribute all these to aliens arriving from stars. One among numerous such divine products created in ancient times from stone, probably is the abovementioned NZ pyramid now covered with volcanic ash - for more details about God's creation of first stone pyramids, walls, cities, temples, etc., see, among others, 4 from item #B2 on my page named "humanity.htm", or find their links on the Polish web page named "skorowidz.htm"). Other unusual features created by God in NZ and worth sighting, but NOT included into the official tourist routes (while located on, or along, the route of the religious pilgrimage discussed here) are, among others: the well-known among Maoris, but still undiscovered for Europeans "Sleeping Giant" described in item #J3.3 from my web page named "god_proof.htm"; an unusual "walking" stone from Atiamuri NZ called "Te Kohatu-O-Hatupatu", which after the shifting is said to return to its previous place - described and shown in the photograph from item #D1 of my pages named "newzealand.htm"; the Celtic Cross and the nearby beach in Petone where I saw that telepathically "arguing with me" the burning bush of seaweeds described in item #J3 from the web page named "petone.htm"; stone "tiles of Jesus" which in good faith were installed in 1999 in the central "Cathedral Square" from Christchurch, then fiercely fought by quite a few individuals - described in item #G2 and illustrated in "Fig. #G1ab" from the web page "prophecies.htm"; the small geological museum at the Otago University from Dunedin, in which once were two nuggets made of a mysterious precious metal indistinguishable from gold, which, however, were magnetized - one of these nuggets I illustrated on the photograph "Fig. #8ab", while together with another (also supposedly magnetized nugget named "Honorable Roddy" and donated to the Queen of England) I described in item #E3, from the web page named "tapanui.htm" - unfortunately, when I published descriptions of these nuggets, all of them have mysteriously disappeared, similarly like also disappeared all the skeletons of giants discovered in NZ, one of which I described in item #I2 from my web page named "newzealand.htm"; an unusual hill called the "Saddle Hill" located near the city of Dunedin, about which people abducted to UFOs (whom I once researched in times of my lecturing at the Otago University) reported to me that they underwent medical examination after being teleported to a deck of UFO starship that hovered inside of a hidden cave that supposedly exists inside this hill (Maori legends claim that in this cave has a den the "crying" giant "Taniwha") - as I described this in item #F2 from my web page named "newzealand.htm"; the place of UFO explosion from "Pukeruau" near the township of Tapanui, described and illustrated on the web page named "tapanui.htm"; underground tunnels evaporated by UFOs (e.g. the so-called "Cathedral Caves" and a tunnel under the "Grey River") described, among others, in item #C9.1 from my web page named "ufo_proof.htm"; and a whole range of other extraordinary NZ features - internet links to which I provided on my Polish web page named "skorowidz.htm".

 

* * *

 

The above post is an adaptation of caption under "Videos #J3xyz" from my web page (available in the English language) named "petone.htm" - updated on 7th November 2018, or later. Thus, the reading of the above descriptions would be even more effective from that web page, than from this post here - after all e.g. on the totaliztic web pages are working all (green) links to other related web pages with additional explanations, important texts are highlighted with colours, the descriptions are supported with illustrations, the content is updated regularly, etc. The most recent update of the web page "petone.htm" can be viewed, amongst others, through addresses:

http://www.geocities.ws/immortality/petone.htm

http://magnokraft.ihostfull.com/petone.htm

http://totalizm.zensza.webd.pl/petone.htm

http://gravity.ezyro.com/petone.htm

http://totalizm.com.pl/petone.htm

http://cielcza.cba.pl/petone.htm

http://pajak.org.nz/petone.htm

 

(*) Notice that every address with totaliztic web pages, including all the above web addresses, should contain all totaliztic (my) web pages - including all the web pages indicated in this post. Thus, in order to see any totaliztic (my) web page that interests the reader, it suffices that in one amongst the above addresses, the web page name "petone.htm" is changed into the name of web page which one wishes to see. For example, in order to see the web page named "newzealand.htm" e.g. from the totaliztic web site with the address http://totalizm.com.pl/petone.htm , it is enough that instead of this address in the window of an internet browser one writes e.g. the address http://totalizm.com.pl/newzealand.htm

 

It is worth to know as well, that almost each new topic that I am researching on principles of my "scientific hobby" with "a priori" approach of the new "totaliztic science", including this one, is repeated in all mirror blogs of totalizm still in existence (the above topic is repeated in there as the post number #303E). In past there were 5 such blogs. At the moment only two out of these first original blogs of totalizm still remain undeleted by adversaries of the new "totaliztic science" and of the moral philosophy of totalizm. These two can be viewed at following internet addresses:

https://totalizm.wordpress.com/

http://totalizm.blox.pl/html/

Fortunately, as from 30 October 2018, all posts to blogs of totalizm (almost half of which are in English) are published in Polish "book-like" volumes marked [13] and available in PDF from the web page named "tekst_13.htm".

 

With the totaliztic salute,

Dr Eng. Jan Pająk

 

P.S. Finally, my publication [13] "Posts to blogs of totalizm" is available online. It includes helpful "lists of content" that reveal, among others, full titles of individual posts to blogs of totalizm - typically NOT provided by search engines. The entire publication [13] (or just its "table of contents") interested readers can review (or download) from the above addresses - if in any of them the name "petone.htm" they replace by the name "tekst_13.htm" - thus obtaining following addresses of the Polish web page that distributes for free the publication [13]:

http://www.geocities.ws/immortality/tekst_13.htm

http://magnokraft.ihostfull.com/tekst_13.htm

http://totalizm.zensza.webd.pl/tekst_13.htm

http://gravity.ezyro.com/tekst_13.htm

http://totalizm.com.pl/tekst_13.htm

http://cielcza.cba.pl/tekst_13.htm

http://pajak.org.nz/tekst_13.htm

 

Readers have probably noticed long ago that the current formulations of online blogs and search engine recommendations are more difficult to review than books. Internet blogs, for example, do NOT have "lists of contents", while search engines do NOT give full titles of individual posts - hence, for example, finding among posts accumulated for many years, that single one which can be of particular interest, is a labour-intensive and time-consuming activity. Therefore, on 2018/10/17 I decided to prepare a book-like publication [13] (in PDF format and mainly in Polish - but almost a half of its posts are in English) collecting together full texts of all posts to blogs of totalizm - which publication [13], among others, includes also so important "lists of contents". I finished this publication on 2018/10/30 and I have already uploaded it to the internet where is available via the web page named "tekst_13.htm". (That web page "tekst_13.htm" formulated in Polish contains easily recognisable green links allowing interested people who do NOT know the Polish language to also review, or to download into computers, the selected volumes of publication [13], in which they find numerous posts in English marked with the letter "E" at ends of their numbers, e.g. #303E.)

 

The publication [13] already contains all the posts to blogs of totalizm that have been published so far. It is disseminated in a safe PDF format - to which computer viruses (or other illegal programs, such as spy-ware, fraudulent traps, etc.) do NOT stick. It is already published in the "big print" (i.e. in 20pt), which makes it easier to read by people with poor eyesight (e.g. by older age), and in the future it is also planned to be published in version in the "typical print" (i.e. in 12pt). In the future, it will also be supplemented with a copy of every next new post to blogs of totalizm. Its subsequent volumes can be reviewed or downloaded from each systematically updated address of totaliztic web sites (see the addresses above).

 

paź 15 2018 #303: Pielgrzymka jakiej plan dyskretnie...

Motto: "Nawet jeśli działasz samotnie i wierzysz iż jesteś jedyną osobą na świecie, która dane coś czyni, faktycznie jesteś tylko jedną z elementarnych składowych większego planu realizowanego i koordynowanego przez Boga, w którego urzeczywistnienie Bóg angażuje wielu wymaganie zainspirowanych ludzi."

 

Widea #J3xyz: Wszystko co Bóg czyni i czemu pozwala się zamanifestować za pośrednictwem albo natury, albo słów i działań ludzi, faktycznie jest istotną częścią gigantycznego boskiego planu nastawionego na dobro wielu ludzi (np. planu edukowania i postępu całej ludzkości) - nawet jeśli wygląda to jedynie jak coś małoznaczące lub krótkotrwałe. Metoda postępowania Boga, że każde zaaprobowane lub urzeczywistnione przez Niego zdarzenie i działanie zawsze jest taką elementarną składową jakiegoś większego boskiego planu, powoduje że także moja obserwacja płonącego krzewu wodorostu opisanego w punkcie #J3 na mojej stronie internetowej o nazwie "petone_pl.htm", wprawdzie może sprawiać wrażenie nieistotnej i przypadkowej, jednak z całą pewnością jest którymś z fragmentów większego planu jaki Bóg właśnie wprowadza w życie. O takiej roli "składowej większego boskiego planu" wypełnianej przez każde zdarzenia lub każdą manifestację, ja wiem już od dawna z aż całego szeregu teoretycznych przesłanek. Przykładowo, jedną z tych przesłanek jest filozoficzna zasada, że każde zdarzenie lub każda manifestacja jest skutkiem jakiejś przyczyny, która jest skutkiem jeszcze innej poprzedzającej ją przyczyny, zaś pierwotną przyczyną całego formowanego w ten sposób łańcucha przyczynowo-skutkowego musi być sam Bóg. Inną przesłanką są wyniki moich badań nad boskimi metodami działania, opisywanymi na całym szeregu stron linkowanych hasłami z mojej strony internetowej o nazwie "skorowidz.htm". Jeszcze zaś inną przesłanką jest działanie boskiego systemu rządzenia, edukowania i egzaminowania ludzi, jaki opisałem w punkcie #J5 na mojej stronie internetowej o nazwie "petone_pl.htm". Co jednak najciekawsze, dane mi też już było poznać pierwsze praktyczne potwierdzenie, że powyższa moja obserwacja płonącego krzewu z plaży w Petone, jest tylko jednym z fragmentów większego boskiego planu. To pierwsze potwierdzenie zostało mi ujawnione z okazji ogłoszenia przez NZ kościół katolicki, że niedziela 7 października 2018 roku była dorocznym dniem modlitw ku intencji czcigodnej Suzanne Aubert. Od szeregu już "ludzkich lat" kościół ten prowadzi bowiem proces jej kanonizacji na świętą, obecnie zaś apeluje do wierzących aby modlili się do Boga o ujawnienie cudów jakie są niezbędne aby móc uznać ją za świętą. Łącznikiem zaś i powodem dzięki jakiemu zwolna ujawnia się bezpośredni związek pomiędzy obserwacją płonącego krzewu w Petone, a owym religijnie istotnym planem kanonizacji Suzanne Aubert, jest zapowiedź zawarta w już szeroko upowszechnianych w internecie publikacjach na ten temat, że kiedy kanonizacja ta zakończy się sukcesem, wówczas stworzony zostanie w NZ szlak religijnych pielgrzymek śladami Suzanne Aubert. Trasa zaś fragmentu tego szlaku będzie przebiegała w pobliżu miejsca w Petone, gdzie ja widziałem właśnie ów płonący krzew wodorostu opisany w punkcie #J3 powyżej. Jeśli więc intencją Boga w pokazaniu mi owego płonącego krzewu było przyszłe oficjalne uznanie tego obszaru za miejsce "chrześcijańsko święte", wówczas ów większy boski plan, którego składową było m.in. pokazanie owego krzewu, zapewne będzie obejmował między innymi jakiś sposób włączenia tego świętego miejsca do szlaku przyszłej religijnej pielgrzymki śladami Suzanne Aubert. Wszakże w miłości Boga do wszystkich ludzi, a także w filozofii życiowej czcigodnej Suzanne Aubert, leży zasada równego traktowania wszystkich i wszystkiego - bez względu na religię i na rasę do jakich są zakategoryzowani. Jeśli więc kiedykolwiek trwały szlak omawianej tu pielgrzymki faktycznie zostanie stworzony, wówczas zgodnie z tą zasadą, a także z logiką, jego składową powinna stać się też możliwość wizyty pielgrzymów w opisywanym tu szczególnym miejscu z Petone - gdzie będą oni mogli modlić się do Boga o wszystko co do czego już im wiadomo, iż w cudownych miejscach świata może to uzyskać błogosławieństwo spełnienia. Niestety, aczkolwiek owa zasada i wniosek logiczny same się nasuwają, w dzisiejszych czasach, kiedy istnieje już ponad 1000 odmiennych odłamów chrześcijaństwa, zaś każdy z nich skupia swą uwagę na tym co go dzieli od innych oraz każdy uważa siebie za ów "jedyny poprawny", włączenie do katolickiego szlaku pielgrzymkowego świętego miejsca zainicjowanego modlitwami prezbyterianów wcale NIE będzie ani proste, ani łatwe. Wszakże tylko w maleńkim Petone, zamieszkałym przez mniej niż 7 tysięcy mieszkańców (w/g cenzusu z 2013 roku), ja wiem o istnieniu i działaniu co najmniej 11 kościołów, każdy z których skupia wierzących z drastycznie odmiennego odłamu chrześcijaństwa (tj. wiem już o następujących kościołach - aczkolwiek posądzam iż może być ich w Petone nawet jeszcze więcej: Congregational Christian Church Of Samoa - 132 Cuba St, Greek Orthodox Community Church - 23 Bay St, HCUC - Wesley Multicultural Methodist Chruch - 42 Nelson St, Petone Baptist Church - 38 Buick St, Petone Spiritualist Church - 88 Richmond St, The Salvation Army Church - 72 Cuba St, Sacred Heart Catholic Church - 41 Britannia St, St Augustine's Anglican Church - 12 Britannia St, St David's Multicultural Church - 2 Britannia St, The Church of Jesus Christ of Latter-Day Saints - 2 Kensington Ave, The Olive Tree Church - 476-486 Jackson St). A Petone wcale NIE jest miejscowością o największej liczbie odmiennych kościołów - wszakże otaczające to miasteczko miejscowości, np. Wainuimata, Lower Hutt, czy Wellington, mają takich kościołów (a stąd i religijnych podziałów) nawet znacznie więcej. Ja nigdy też NIE odnotowałem, aby którykolwiek z tych kościołów utrzymywał jakiekolwiek oficjalne związki czy współpracę z innymi - tak jak wiemy, iż na codzień taką współpracę praktykowała Suzanne Aubert, oraz jak czynili inni duchowni jej czasów. Stąd zapewne, aby prezbyteriańskie miejsce "płonącego krzewu" z Petone móc oficjalnie włączyć do katolickich pielgrzymek, potrzebnych byłoby wiele modlitw, sporo dalszych interwencji Boga, a także znaczny wysiłek i dobra wola wielu ludzi wierzących iż uwagę trzeba skupiać na tym co nas łączy, zamiast na tym co nas dzieli. Ponadto, w obecnej kruchej sytuacji pogłębiającego się ateizmu, braku odpowiedzialności, dalekowzroczności, wizji i bibilijnej wiedzy u dzisiejszych ludzi, a także podwyższania się murów dzielących poszczególne odłamy chrześcijaństwa, potrzebne byłyby też liczne modlitwy o pomoc i inspirację Boga dla znalezienia rozwiązania jakie w przyszłości NIE postawiłoby żadnego z kościołów ani z ich wiernych w trudnej lub przegranej sytuacji, bez względu na to co długoterminowo Bóg zaplanował w sprawie pobłogosławienia Nowej Zelandii i jej mieszkańców udostępnieniem im chrześcijańsko świętego miejsca potencjalnie zwiastowanego owym "płonącym krzewem" z plaży w Petone. Niniejszym wskazuję więc zainteresowanym osobom linki do trzech najważniejszych moim zdaniem wideów gratisowo dostępnych dla każdego w youtube.com, które to widea zapewne ilustrują sobą m.in. dyskretnie zainspirowane i nam przekazywane przez Boga fragmenty Jego nadrzędnego planu w owej sprawie. (Uwaga, niemal wszystkie widea i publikacje o Suzanne Aubert, wraz z tymi, linki do których wskazuję poniżej, są w języku angielskim - jeśli więc czytelniku sam NIE znasz tego języka, wówczas lepiej jeśli będziesz je przeglądał z youtube.com razem z kimś kto zna angielski.)

 

Link do widea #J3x (1:20 min - kliknij na powyższy link aby przeglądnąć to wideo): W Nowej Zelandii, czyli kraju większość mieszkańców którego jest albo emigrantami, albo też potomkami emigrantów, podjęto proces kanonizacji na świętą francuskiej emigrantki, Suzanne Aubert (1935-1926) - patrz strony internetowe dostępne poprzez google.co.nz , a poświęcone tej niezwykłej kobiecie, która do dziś budzi podziw i najgłębszy szacunek. Przy życiowych osiągnięciach i poglądach tej emigrantki, to co osiągają oraz w co wierzą dzisiejsi nawet najwybitniejsi lokalnie urodzeni ludzie, wygląda bardzo blado i mizernie. Przykładowo, stworzyła ona unikalny dla NZ, nowy religijny order katolicyzmu, zwany "Siostry Współczucia" (w angielskojęzycznym oryginale zwane "Sisters of Compassion"). Opiekowała się chorymi, sierotami, bękartami, starszymi, niedołężnymi, oraz tymi których społeczeństwo odrzuciło. Otworzyła też pierwszą w NZ kuchnię serwującą głodującym darmową zupę - która to kuchnia działa do dziś i na wzór której ostatnio powstaje coraz więcej podobnych jej kuchni. Stworzyła darmowy system pomocy socjalnej. Była też przyjaciółką Maorysów - na pomocy i radach której oni polegali jak na przysłowiowym Eliaszu. Napisała sporo imponujących publikacji poświęconych leczeniu najróżniejszych chorób nowozelandzkimi ziołami. Jej religijny order stał się też największym w NZ producentem lekarstw ziołowych faktycznie leczących ówczesne istotne choroby z jej czasów. (Czyli lekarstw lepszych od dzisiejszych - wszakże zamiast leczyć, obecne lekarstwa typowo łagodzą jedynie symptomy chorób aby zaspokajać czyjąś zachłanność poprzez dożywotnie uzależnianie chorych od kupowania i zażywania tych lekarstw - po szczegóły patrz punkty #I1 do #I3 na mojej stronie o nazwie "healing_pl.htm".) Była pionierką leczniczego użycia marihuany - czyli w przeciwieństwie do dzisiejszych polityków i niektórych pseudo-moralistów, którzy potrafią jedynie zakazywać wszystkim ludziom to czego złe następstwa kilku nielicznych zacznie nadużywać, wiedziała iż wszystko co Bóg stworzył i nam udostępnił może służyć zarówno dobru, jak i złu, a stąd faktyczny postęp i moralność wcale NIE polegają na zakazywaniu, a na poznaniu i na szerokim upowszechnianiu wiedzy jak wykorzystywać dobro przez dane coś wnoszone, a jednocześnie jak unikać złych tego następstw. Jej motywacją do działania było, że "wszyscy ludzie są równi - bez względu na to jaką religię praktykują i z jakiego kraju pochodzą", oraz że pomagać trzeba natychmiast i w miejscu gdzie zło zaistniało. Módlmy się więc wszyscy aby Bóg szybko urzeczywistnił cuda związane z tą niezwykłą kobietą - jakie w kościele katolickim są wymagane dla ogłoszenia ją świętą. Wszakże w dzisiejszym rosnąco zakłamanym i wypaczonym świecie jest ona coraz bardziej nam potrzebnym przykładem ludzkich wartości moralnych i niedoścignionym wzorcem do naśladowania.

 

Link do widea #J3y (0:30 min - kliknij na ten link aby przeglądnąć owo wideo): Wideo to ilustruje planowaną trasę religijnych pielgrzymek po Nowej Zelandii śladami Suzanne Aubert - o jakich to pielgrzymkach już opublikowane materiały sugerują, że kościół katolicki obiecuje stworzyć możliwość masowego ich odbywania przez zainteresowanych wiernych zaraz po tym jak Suzanne Aubert zostanie ogłoszona świętą. Jest to ogromnie konstruktywna, moralnie poprawna i religijnie potrzebna inicjatywa. Wszakże z europejskich doświadczeń o szlakach katolickich pielgrzymek już wiadomo, że kościół tak je nadzoruje i utrzymuje, iż typowo zabezpieczają one pielgrzymom NIE tylko bezpieczne i wysoce edukujące podróżowanie, ale także darmowe lub tanie noclegi oraz podstawowe wyżywienie. Wdrożenie więc tych samych zasad w NZ pozwoliłoby wierzącym pielgrzymom z nawet najskromniejszymi zasobami finansowymi tanio zwiedzić praktycznie całą Nową Zelandię oraz na własne oczy podziwiać stworzone przez Boga wspaniałości i cuda jakimi Bóg obdarzył ten normalnie jeden z najdroższych w świecie i jednocześnie widokowo najwspanialszych krajów turystycznych. Wszakże ochotnicy kościoła katolickiego zadbają o wszystko wzdłuż całej trasy owych pielgrzymek. Przez zaś "przypadek" tak się też złożyło, że w wielu segmentach pielgrzymkowej trasy rząd Nowej Zelandii już wybudował turystyczne trasy rowerowe jakie pozwalają na tanie i interesujące podróżowanie rowerami (lub nawet piechotą). Jednocześnie przebieg trasy tych pielgrzymek pokrywa się z widokowo najpiękniejszymi oraz turystycznie najciekawszymi obszarami wartymi zwiedzenia w Nowej Zelandii - jakie to obszary NIE tylko są celami wizyt wycieczek i turystów organizowanych przez oficjalne agencje, ale także kryją liczne cuda i niezwykłości oficjalnie przemilczane, jednak opisywane w szeregu moich publikacji. Linki do opisów najważniejszych z tych oficjalnie przemilczanych niezwykłości Nowej Zelandii podam pod następnym (dolnym) z linkowanych stąd wideów. Odnotuj także, iż planowana trasa owej pielgrzymki przebiega przez Wellington, czyli bardzo blisko petońskiej plaży i krzyża opisywanych w punkcie #J3 mojej strony internetowej o nazwie "petone_pl.htm" - o której to lokacji zwolna ujawniają się najróżniejsze zdarzenia i przesłanki sugerujące iż z dużym prawdopodobieństwem jest to "miejsce chrześcijańsko święte", a stąd że pod ciężarem empirycznych obserwacji i doświadczeń ludzkich z upływem czasu zostanie ono potwierdzone jako takie. To zaś oznacza, że nawet najbiedniejsi Nowozelandczycy, którzy w przypadku konieczności modlenia się bezpośrednio do Boga o coś ogromnie dla nich ważnego NIE byliby w stanie sfinansować swojej podróży do któregoś z zaoceanicznych miejsc świętych znanych ze spełniania modlitewnych próśb kierowanych bezpośrednio do Boga, obecnie będą mogli w swym własnym kraju modlić się np. o uzdrowienie czy o wypełnienie jakiegoś szczególnego życzenia - podobnie jak uprzednio musieliby długo podróżować aby móc pomodlić się o to samo w jakimś zagranicznym świętym miejscu z odległego kraju.

 

Link do wideo #J3z (8:30 min): Oto link do wideo ujawniającego materiał dowodowy o jednej z niezwykłości Nowej Zelandii, mianowicie o obecnie już zasypanej popiołem wulkanicznym prawdopodobnie ogromnej piramidzie z płaską powierzchnią górną (typu używanego w Amerykach w celach religijnych) - lokalnie znanej pod nazwą Kaimanawa Wall. Podobnie jak jest to z innymi niezwykłościami NZ, linki do najważniejszych z których tutaj wskażę, w pobliżu tej kamiennej struktury przebiega planowany przez kościół katolicki przebieg trasy religijnej pielgrzymki śladami Suzanne Aubert. Dzięki temu uczestnicy owej pielgrzymki będą mieli okazję aby poznać niektóre z cudownych dzieł Boga, jakie nadal ukrywa obszar Nowej Zelandii, oraz jakiego istnienie nadal jest oficjalnie zaprzeczane i ukrywane. Przykładowo z badań nowej "totaliztycznej nauki" wynika, że aby dać pierwszym stworzonym przez siebie ludziom wszystko co im do życia potrzebne, oraz aby zainspirować ich przyszłe pokolenia do poszukiwań prawdy i do działań twórczych, na użytek tych pierwszych ludzi to sam Bóg postwarzał z kamienia całe starożytne miasta, piramidy, mury, świątynie, naczynia, ozdoby, przedmioty codziennego użytku, itp. - jakich istnienie na Ziemi, dla odwrócenia uwagi od Boga i od Jego stworzeniowej mocy, wrogowie Boga najpierw przypisywali organizacji i ambicjom pradawnych władców Egiptu, Inków, Chin, itp., obecnie zaś, kiedy już się okazało, że owi pradawni władcy NIE dysponowali techniką zdolną do powznoszenia tak doskonałych kamiennych monumentów - zaczęli przypisywać istotom przybyłym z gwiazd. Jednym z licznych takich boskich dzieł w starożytności postwarzanych z kamienia jest właśnie powyższa zapewne zasypana popiołem piramida z NZ - po więcej szczegółów o stworzeniu przez Boga pierwszych kamiennych piramid, murów, miast, świątyń, itp., patrz m.in. 4 z punktu #B2 na mojej stronie o nazwie "humanity_pl.htm", lub wyszukaj sobie ich linki na stronie o nazwie "skorowidz.htm". Do innych niezwykłości postwarzanych przez Boga w NZ i wartych odwiedzenia, jednak NIE włączanych do oficjalnych tras wycieczkowych (za to leżących na trasie, lub w pobliżu trasy, omawianej tu religijnej pielgrzymki) należą m.in.: znany wśród Maorysów jednak nadal nieodkryty dla Europejczyków "Śpiący Olbrzym" opisany w punkcie #J3.3 mojej strony "god_proof_pl.htm", niezwykły "chodzący" kamień z Atiamuri NZ o nazwie "Te Kohatu-O-Hatupatu", który po przestawieniu podobno wraca na swoje uprzednie miejsce - opisany i pokazany na zdjęciu z punktu #D1 mojej strony o nazwie "newzealand_pl.htm"; Krzyż Celtycki oraz przylegającą do niego plażę z Petone gdzie miało miejsce moje ujrzenie telepatycznie "sprzeczającego się" ze mną płonącego krzewu wodorostu opisywanego w punkcie #J3 ze strony o nazwie "petone_pl.htm"; kamienne "płytki Jezusa" w dobrej wierze poinstalowane jeszcze w 1999 roku na centralnym placu "Cathedral Square" z Christchurch poczym zawzięcie zwalczane przez sporo wojowniczych indywidułów - opisane w punkcie #G2 i zilustrowane na "Fot. #G1ab" ze strony "przepowiednie.htm"; maleńkie muzeum geologiczne z Otago University z Dunedin, w którym kiedyś znajdowały się aż dwa samorodki jakiegoś tajemniczego metalu szlachetnego nieodróżnialnego od złota, które jednak były namagnesowane - jeden z tych samorodków pokazałem na zdjęciu "Rys. #8ab", zaś razem z innym (też podobno namagnesowanym samorodkiem "Honourable Roddy" podarowanym królowej Anglii) opisałem w punkcie #E3 ze swej strony o nazwie "tapanui_pl.htm" - niestety, z chwilą kiedy opublikowałem ich opisy, wszystkie te samorodki w jakiś tajemniczy sposób poznikały, podobnie jak poznikały wszystkie poodkrywane w NZ szkielety gigantów, jeden z których opisałem w punkcie #I2 na swej stronie o nazwie "newzealand_pl.htm"; niezwykłe wzgórze zwane "Saddle Hill" koło miasta Dunedin, o którym osoby uprowadzone do UFO (jakie kiedyś badałem w czasach swej pracy jako wykładowca na Uniwersytecie Otago) raportowały mi iż poddane były badaniom po zostaniu teleportowanym na pokład UFO jakie zawisało w jaskini istniejącej we wnętrzu tego wzgórza (legendy Maorysów twierdzą, iż w jaskini tej ma swe legowisko "płaczący" olbrzym "Taniwha") - tak jak opisałem to w punkcie #F2 swej strony o nazwie "newzealand_pl.htm"; miejsce eksplozji UFO z "Pukeruau" koło miasteczka Tapanui, opisane i zilustrowane na stronie "tapanui_pl.htm"; podziemne tunele odparowane przez UFO (np. tzw. "Cathedral Caves" i tunel pod "Grey River") opisywane m.in. w punkcie #C9.1 na mojej stronie o nazwie "ufo_proof_pl.htm"; oraz cały szereg jeszcze innych niezwykłości NZ - linki do jakich podałem na swej stronie o nazwie "skorowidz.htm".

 

* * *

 

Powyższe istotne informacje o szlaku pielgrzymkowym po NZ są adaptacją podpisu pod linki oznaczone "Widea #J3xyz", jaki to podpis zawarty jest na mojej stronie internetowej o nazwie "petone_pl.htm" (aktualizacja datowana 15 października 2018 roku, lub później). Stąd czytanie i rozumienie głównych informacji niniejszego wpisu byłoby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej "petone_pl.htm", niż z niniejszego wpisu - wszakże na owej stronie działają wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, użyte są kolory i ilustracje, zawartość jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony "petone_pl.htm" już została załadowana i udostępniona wszystkim chętnym m.in. pod następującymi adresami:

http://www.geocities.ws/immortality/petone_pl.htm

http://magnokraft.ihostfull.com/petone_pl.htm

http://totalizm.zensza.webd.pl/petone_pl.htm

http://gravity.ezyro.com/petone_pl.htm

http://totalizm.com.pl/petone_pl.htm

http://cielcza.cba.pl/petone_pl.htm

http://pajak.org.nz/petone_pl.htm

 

Na każdym z powyższych adresów staram się udostępniać najbardziej niedawno zaktualizowane wersje wszystkich moich stron internetowych. Stąd jeśli czytelnik zechce z "pierwszej ręki" poznać prawdy wyjaśniane na dowolnej z moich stron, wówczas na którymkolwiek z powyższych adresów powinien uruchomić "menu2_pl.htm" zestawiające zielone linki do nazw i tematów wszystkich stron jakie dotychczas opracowałem, poczym w owym "menu2_pl.htm" wybrać zielony link do strony jaką zechce przeglądnąć i kliknięciem "myszy" uruchomić ową stronę. Przykładowo, aby owo "menu2_pl.htm" uruchomić z powyżej wskazanego adresu http://totalizm.com.pl/petone_pl.htm , wystarczy aby w adresie tym nazwę strony "petone_pl.htm" zastąpić nazwą "menu2_pl.htm" - poczym swą wyszukiwarką wejść na otrzymany w ten sposób nowy adres http://totalizm.com.pl/menu2_pl.htm . W podobny sposób jak uruchamianie owego "menu2_pl.htm" czytelnik może też od razu uruchomić dowolną z moich stron, nazwę której już zna. Przykładowo, aby uruchomić moją stronę o nazwie "newzealand_pl.htm" np. z witryny o adresie http://pajak.org.nz/petone_pl.htm , wystarczy aby zamiast owego adresu witryny wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://pajak.org.nz/newzealand_pl.htm .

 

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia "a priori" nowej "totaliztycznej nauki" i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu, które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #303). Początkowo istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie z tamtych początkowych blogów totalizmu, jakie ciągle NIE zostały polikwidowane przez licznych przeciwników "totaliztycznej nauki" i przeciwników wysoce moralnej "filozofii totalizmu", można znaleźć pod następującymi adresami:

https://totalizm.wordpress.com

http://totalizm.blox.pl/html

 

Z totaliztycznym salutem,

Dr inż. Jan Pająk

 

 

P.S.: Nareszcie dostępna jest w internecie moja publikacja [13]: "Wpisy do blogów totalizmu" - mająca tak pomocne "spisy treści" ujawniające m.in. pomijane w wyszukiwarkach pełne tytuły poszczególnych wpisów. Całą ową publikację [13] (lub tylko jej "spis treści") zainteresowani czytelnicy mogą sobie załadować ze strony o nazwie "tekst_13.htm" np. z podanych powyżej adresów - jeśli nazwę strony "petone_pl.htm" zastąpią w nich nazwą "tekst_13.htm" - otrzymując w ten sposób następujące adresy owej strony: 

http://www.geocities.ws/immortality/tekst_13.htm

http://magnokraft.ihostfull.com/tekst_13.htm

http://totalizm.zensza.webd.pl/tekst_13.htm

http://gravity.ezyro.com/tekst_13.htm

http://totalizm.com.pl/tekst_13.htm

http://cielcza.cba.pl/tekst_13.htm

http://pajak.org.nz/tekst_13.htm

 

Czytelnicy zapewne już dawno odnotowali, że obecne sformułowania internetowych blogów i wskazania wyszukiwarek są trudniejsze do przeglądania od publikacji książkowych. Internetowe blogi przykładowo NIE posiadają "spisu treści", zaś wyszukiwarki NIE podają pełnych tytułów poszczególnych wpisów - stąd np. znalezienie wśród wieloletnich wpisów, tego jednego który może kogoś szczególnie zainteresować, jest pracochłonne i czasochłonne. Dlatego w dniu 2018/10/17 zdecydowałem, że przygotuję książkowe zestawienie [13] (w formacie PDF i w języku polskim - ale z włączeniem do jego treści także wpisów w języku angielskim) wszystkich swych wpisów do blogów totalizmu - które to zestawienie [13] m.in. musi zawierać ów tak istotny "SPIS TREŚCI". Publikację tę ukończyłem 2018/10/30 i już załadowałem ją do internetu wraz ze stroną o nazwie "tekst_13.htm" jaka zawiera zielone linki pozwalające zainteresowanym osobom do załadowywania do swego komputera wybranych tomów publikacji [13].

 

Publikacja [13] już zawiera wszystkie wpisy do blogów totalizmu jakie dotychczas były opublikowane. Jest ona upowszechniana w bezpiecznym formacie PDF - do którego wirusy (ani inne paskudztwa, w rodzaju szpiegujące software, pułapki oszustów, itp.) się NIE czepiają. Jest już opublikowana w "dużym druku" (tj. 20 pt) co ułatwia jej czytanie przez osoby o słabszym wzroku (np. starsze wiekiem), zaś w przyszłości planowane jest opublikowanie też jej wersji o "typowym druku" (tj. 12 pt). W przyszłości będzie ona też uzupełniana o każdy nowy wpis do blogów totalizmu. Jej egzemplarze są do załadowania (lub do przeglądnięcia) z każdego systematycznie aktualizowanego adresu witryn totalizmu (patrz ich adresy powyżej).

 

kodig : :
paź 05 2018 #302: Oto mamy efektywną metodę leczenia...

 

Motto: "Tylko to co Bóg stworzył przeszło rygorystyczne badania i testy upewniające, że faktycznie jest to ponadczasowo 'bardzo dobre' - stąd jedyny sposób na jaki prymitywne umysły i możliwości ludzi mogą usprawniać (zamiast psuć) swe wytwory polega na moralnie poprawnym i twórczym kopiowaniu rozwiązań Boga." (Esencja punktu #J5 strony o nazwie "petone_pl.htm" opisująca "schemat wzrostu" boskiej metody wypracowywania, testowania i zarządzania wszystkiego co Bóg stworzył.)

 

W dniu 5 czerwca 2018 roku w nowozelandzkiej telewizji nadana została wiadomość wysoce nietypowa dla czasów nadchodzącej zagłady lat 2030-tych, mianowicie że Dr Steven Rosenberg całkowicie wyleczył uprzednio niemożliwą do wyleczenia odmianę raka. Jego metoda tego wyleczenia opisana była jako "przełomowa". Unika ona bowiem poszukiwania niezdarnych ludzkich sposobów leczenia raka - jakich typowo szukają inni badacze. Zamiast tego, jego metoda polegała na wykorzystaniu naturalnych zdolności leczniczych naszego organizmu. Wszakże zdolności te dalekowzrocznie i bardzo dobrze stworzył Bóg i oryginalnie w nas wbudował. Tyle, że obecnie te nasze naturalne zdolności zostały zagłuszone antybiotykami, chemikaliami wszechobecnymi w wodzie, żywności i powietrzu, pigułkami jakie wielu z nas nieustannie połyka, nowoczesnym trybem życia, stresem, oraz innymi produktami aroganckich ludzkich wysiłków "psucia rzekomym ulepszaniem" wszystkiego co sam Bóg opisuje w Biblii jako już "bardzo dobre" (tj. aroganckich wysiłków jakie opisałem szerzej m.in. w punktach #A1 do #A5 swej strony o nazwie "cooking_pl.htm"). Jego metoda leczenia raka po raz któryś tam z rzędu  potwierdza więc starą prawdę, że w poszukiwaniu rozwiązań dla swych problemów, ludzie powinni twórczo kopiować ponadczasowe i nieustająco bardzo dobre metody Boga, zamiast bezmyślnie wdrażać w życie własne prymitywne rozwiązania bez ich pedantycznego sprawdzenia wymaganego przez naturę i przez upływ czasu (np. sprawdzenia, o jakim na swej stronie o nazwie "tfz_pl.htm" już ostrzegam, iż już wkrótce będzie ono ludziom bardzo potrzebne.) Innymi słowy, na jakikolwiek problem życiowy ludzie by się NIE natknęli, najpierw powinni dokładnie przestudiować otaczającą nas rzeczywistość oraz Biblię, aby ustalić jak faktycznie Bóg rozwiązuje ów problem, potem zaś powinni znaleźć twórczy, moralny i dalekowzroczny sposób na skopiowanie ludzkimi środkami i sposobami tego boskiego rozwiązania.

 

Zrealizowanie opisywanej tu przełomowej metody leczenia raka wymaga następujących trzech kroków:

 

(1) Znajdź i pobierz z krwi pacjenta jedną komórkę białej krwi, która atakuje rodzaj raka tegoż pacjenta (rak typowo się rozwija, bowiem większość białych komórek danego pacjenta go NIE rozpoznaje ani atakuje).

 

(2) Rozmnóż miliony tej unikalnej, bo zwalczającej danego raka, komórki białej krwi. Sposób tego rozmażania dzisiaj jest już dobrze opanowany.

 

(3) Wstrzykuj te rozmnożone miliony białych komórek krwi z powrotem do krwioobiegu pacjenta. To one zaś, same, szybko i bezboleśnie poradzą sobie z rakiem.

 

Jedyna inna metoda leczenia, wiedza o jakiej "obiła mi się już o uszy" oraz jaka zapewne dorównuje swą genialnością metodzie opisanej powyżej, jest ta jaką udokumentowałem w punkcie #B3 swej odmiennej strony o nazwie "korea_pl.htm".

 

Powyżej opisana metoda leczenia, kopiująca boskie rozwiązanie problemu eliminacji raka, okazała się niedościgniona. Niestety, żyjemy w czasach w jakich zwalcza się i blokuje wszystko co służy prawdzie, postępowi i dobru zwykłych ludzi. Wszakże niemal wszystkie dzisiejsze kluczowe instytucje ludzkości osiągnęły już ów progowy 100% poziom korupcji opisywany w punkcie #E3 strony o nazwie "pajak_dla_prezydentury_2020.htm". Moja filozofia totalizmu zaś ustaliła, że przy 100% poziomie korupcji, obezwładnione nią instytucje doświadczają "odwrócenia swych celów i funkcji" - tj. zamiast wypełniać cele i funkcje dla wypełniania jakich instytucje te oryginalnie zostały poustanawiane, wypełniają one odwrotność tychże celów i funkcji. Jako przykład takiego wypełniania odwrotności celów i funkcji jakim instytucje te mają służyć, rozważ dzisiejszą monopolistyczną instytucję oficjalnej nauki ateistycznej - która zamiast poszukiwać i upowszechniać prawdę oraz wdrażać postęp, upowszechnia kłamstwa i usilnie hamuje, sabotażuje, oraz prześladuje postęp. Najilustratywniejszym przykładem takich właśnie blokujących prawdę i postęp zachowań oficjalnej nauki ateistycznej są naukowe tzw. "prawa termodynamiki", jakie aby przypodobać się sprzedawcom energii oraz bogaczom finansującym działalność tej nauki, m.in. kłamliwie wmawiają wszystkim ludziom, że silników "perpetuum mobile" jakoby NIE daje się zbudować - na przekór iż już od 1150 roku na Ziemi nieustannie budowane jest tzw. Koło Bhaskara, które poprawnie działa właśnie jako pierwszy na Ziemi silnik "perpetuum mobile" - po szczegóły patrz punkty #J2 i #J3 z mojej strony o nazwie "free_energy_pl.htm". Jakie zaś "odwrócenie swych celów i funkcji" demonstrują na codzień np. dzisiejsze instytucje rządowe, albo "nowoczesna" służba zdrowia czy farmacja, tego NIE muszę tu wyjaśniać, bowiem każdy czytelnik doświadcza to na własnej skórze. (To aby między innymi na bazie swej wiedzy, zdolności twórczych i życiowego doświadczenia spróbować jakoś naprawić wymykającą się spod ludzkiej kontroli sytuację z politykami i z rządami, kiedyś w swej naiwnej wierze w narodowy rozsądek i dobre intencje Polaków przygotowałem treść strony o nazwie "pajak_na_prezydenta_2020.htm". To także z uwagi na stan dzisiejszej służby zdrowia, nigdy NIE było równie aktualne ulubione powiedzenie mojego dziadka użyte jako "motto" do punktu #J1 strony o nazwie "healing_pl.htm": "Trzymaj się z daleka od lekarzy, prawników i dziennikarzy, a będziesz żył długo i szczęśliwie".) Ponadto, obecnie wszystkie z owych kluczowych instytucji na Ziemi są już rządzone "schematami upadku", jakie opisałem w punkcie #J5 ze swej strony o nazwie "petone_pl.htm", a o jakich już wiadomo, iż nieodwołalnie prowadzą one do coraz mizerniejszych czasów i do globalnej katastrofy.

 

Problem więc z upowszechnieniem i udostępnieniem wszystkim chorym na raka efektywnej metody leczenia jaką tu opisuję, polega na tym, że moim zdaniem w dzisiejszej sytuacji na Ziemi rządzący i bogacze kierujący się wyłącznie własnymi interesami po prostu uniemożliwią jej szerokie wdrożenie i udostępnienie dla dobra wszystkich ludzi. Wszakże leczy ona raka tanio, szybko, niezawodnie, całkowicie, oraz bez zadawania inwalidztwa pacjentom. NIE pozwala też aby chorych zamieniać w niewolników lekarzy i farmacji. Ponadto, do wyleczenia raka wystarcza w niej mieć mikroskop - jaki umożliwi znalezienie owej komórki białej krwi, która atakuje dany rodzaj raka, oraz mieć zdolnego lekarza z chęciami do nieustającego poszerzenia swej wiedzy i umiejętności - który nauczy się jak efektywnie znajdować i wyodrębniać tę unikalną komórkę, rozmnażać ją do milionowych kopii, oraz wstrzykiwać z powrotem pacjentowi. Taki zaś prosty i bazujący na wiedzy pojedyńczego lekarza system leczenia NIE podtrzymuje władzy i dochodów wysoce dziś wpływowych ogromnych koncernów farmaceutycznych, ani NIE pozwala na działanie obecnej wysoce rozbudowanej i zbiurokratyzowanej służby zdrowia pełnej dyrektorów i decydentów, którzy biorą ogromne pensje tylko za udawanie iż się troszczą i pracują. Zapewne więc jedyne co moim zdaniem w obecnej sytuacji metoda ta uzyska, to dobrze ukryty przed opinią publiczną mały szpitalik, w którym będą nią leczeni ludzie przy władzy, lub bardzo bogaci. Pozostali zaś ludzie nadal będą skazani na wybór pomiędzy albo skróconym życiem z rakiem, albo też eliminowaniem raka metodami dzisiejszej oficjalnej medycyny - o których niektórzy żartują, iż wcale NIE są to "metody leczenia" raka, a "rodzaj biznesu" polegającego na przekierowywaniu spadków do portfeli udziałowców monopolu medycznego. Nic dziwnego, że w podsumowaniach perspektyw, długości i jakości życia po dzisiejszych oficjalnych sposobach leczenia raka trudno doszukać się ich przewagi nad życiem z rakiem. Na szczęście istnieje nadzieja, że metoda Dra Rosenberga zacznie być szeroko wprowadzana do leczenia po szybko nadchodzącym w latach 2030-tych oczyszczeniu ludzkości z "niszczycieli ziemi" - zilustrowanym na darmowych wideo z YouTube o tytule "Zagłada ludzkości 2030"

zaś szczegółowo opisanym na mojej stronie internetowej o nazwie "2030.htm", a częściowo też na stronie o nazwie "woda.htm". Wszakże w wyniku pozbycia się obecnych rządnych władzy i bogactwa niszczycieli ziemi oraz wszelkiej maści ludzkich pasożytów, wówczas zamiast upierać się przy "schematach upadku", zapewne ludzkość w swych systemach zarządzania wreszcie zacznie wprowadzać wypróbowane przez Boga "schematy wzrostu" opisywane w w/w punkcie #J5 strony o nazwie "petone_pl.htm".

 

P.S. Niektórzy z czytelników być może już odnotowali, że chociaż w dzisiejszych czasach internet aż roi się od wideów i opisów dokumentujących prawdę tego co ja jako pierwszy badacz na świecie ujawniałem ludziom już kilkadziesiąt lat temu i za co trwale przypisano mi wówczas wszelkie epitety jakie ukrywającym się poza pseudonimami wrogom prawdy przyszły do ich powypaczanych umysłów, ciągle i dzisiaj ktoś ogromnie wpływowy umiejętnie i na szereg zmyślnie odmiennych sposobów skrycie blokuje i sabotażuje w internecie dostęp do prawd zawartych w oryginałach opracowań jakie ja autoryzuję i honorowo podpisuję swoim imieniem i nazwiskiem. Owo blokowanie i sabotażowanie dla mnie jest potwierdzane przez sporo zdarzeń. Przykładowo, kiedykolwiek usiłuję się bronić przed niesłusznymi zarzutami, lub staram się zaprezentować materiał dowodowy jaki wykazuje bezzasadność czyjegoś krytykanctwa, moje wypowiedzi NIE są publikowane. Często też nawet mi samemu, tj. autorowi swych stron, odmawiany jest dostęp do moich własnych stron, szczególnie do strony "korea_pl.htm" - zamiast ich otwierania się otrzymuję bowiem zwotnie wiadomość, że strona ta jakoby NIE istnieje, chociaż wiem, że ją załadowałem na dany adres i chociaż jestem w stanie ją uruchomić jeśli użyję jakiegoś mylącego owe automatyczne blokady sposobu na jej otwarcie. Natomiast dla czytelnika, potwierdzeniem owego blokowania i sabotażowania (na wypadek gdyby czytelnik mi tu NIE wierzył) może być np. próba znalezienia moich stron - tj. aby za pośrednictwem jakiejkolwiek wyszukiwarki internetowej czytelnik spróbował znaleźć poprawnie działający link do którejkolwiek z bieżąco aktualizowanych i nadal istniejących moich stron internetowych, w której opublikowałem np. niniejsze słowa (a stron takich nadal udostępniam przecież aż kilka). Jednocześnie ta sama wroga mi moc eksponuje i podsuwa poszukującym prawdę wszelkie wypowiedzi anonimowych indywiduów jakie szkalują i obrzydzają mój dorobek naukowy. Stąd jeśli zamiast jedynie czytać w internecie kłamstwa, które jacyś złośliwcy i wrogowie postępu wypisują na temat prawd poustalanych przez moje wyprzedzające dzisiejszą epokę badania, czytelnik zechce poznać prawdy, które ja faktycznie ujawniłem i wyjaśniłem dawno już temu, a które obecnie coraz częściej są potwierdzane przez publikowane w internecie empiryczne fakty na jakie sporo ludzi zwolna zaczyna zwracać uwagę, wówczas powinien jakoś przełamać się przez ową blokadę dostępu do oryginałow moich opracowań - jakie przecież nadal są gratisowo dostępne w internecie. Najlepszy zaś sposób tego przełamania się, to aby zamiast po dodaniu do tematu jaki się bada mojego tytułu i pełnego nazwiska (tj. po dodaniu: dr Jan Pajak), przeszukiwać ten temat jedynie na wyszukiwarce "google.pl", raczej podobnie przeszukiwać ten temat na wszystkich obecnie dostępnych wyszukiwarkach, jakie wymieniam w punkcie #A2.1 na swej stronie o nazwie "faq_pl.htm", przykładowo przeszukiwać go także na "yandex.ru", "bing.com", "duckduckgo.com", itd., itp. Inny sposób polega na odnalezieniu blogów jakie ja osobiście publikuję i autoryzuję, przykładowo blogów: totalizm.blox.pl/html/ , kodig.blogi.pl , totalizm.wordpress.com , drjanpajak.blogspot.co.nz , poczym w końcowej części najnowszego wpisu do któregoś z tych blogów odnaleźć adresy moich aktualnie istniejących stron. (Niestety, adresy te nieustannie się zmieniają, ponieważ moje strony i ich hostingi jakiś tajemniczy wróg skrycie i często deletuje oraz eliminuje z internetu.) Każdy bowiem z aktualnych adresów moich stron typowo udostępnia wszystkie strony jakie ja opracowałem. Jak zaś dokonać uruchomienia z tych adresów dowolnej z moich stron, wyjaśnia to instrukcja podana przy końcu każdego wpisu jaki publikuję na blogach totalizmu.

 

* * *

 

Powyższe smutne refleksje (choć w dzisiejszych czasach obchodzące już praktycznie każdą osobę) są adaptacją punktu #I3 z mojej strony internetowej o nazwie "healing_pl.htm" (aktualizacja datowana 3 października 2018 roku, lub później). Stąd czytanie i rozumienie głównych informacji niniejszego wpisu byłoby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej "healing_pl.htm", niż z niniejszego wpisu - wszakże na owej stronie działają wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, użyte są kolory i ilustracje, zawartość jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony "healing_pl.htm" już została załadowana i udostępniona wszystkim chętnym m.in. pod następującymi adresami:

http://www.geocities.ws/immortality/healing_pl.htm

http://magnokraft.ihostfull.com/healing_pl.htm

http://totalizm.zensza.webd.pl/healing_pl.htm

http://gravity.ezyro.com/healing_pl.htm

http://totalizm.com.pl/healing_pl.htm

http://cielcza.cba.pl/healing_pl.htm

http://pajak.org.nz/healing_pl.htm

 

Na każdym z powyższych adresów staram się udostępniać najbardziej niedawno zaktualizowane wersje wszystkich moich stron internetowych. Stąd jeśli czytelnik zechce z "pierwszej ręki" poznać prawdy wyjaśniane na dowolnej z moich stron, wówczas na którymkolwiek z powyższych adresów powinien uruchomić "menu2_pl.htm" zestawiające zielone linki do nazw i tematów wszystkich stron jakie dotychczas opracowałem, poczym w owym "menu2_pl.htm" wybrać zielony link do strony jaką zechce przeglądnąć i kliknięciem "myszy" uruchomić ową stronę. Przykładowo, aby owo "menu2_pl.htm" uruchomić z powyżej wskazanego adresu http://totalizm.com.pl/healing_pl.htm , wystarczy aby w adresie tym nazwę strony "healing_pl.htm" zastąpić nazwą "menu2_pl.htm" - poczym swą wyszukiwarką wejść na otrzymany w ten sposób nowy adres http://totalizm.com.pl/menu2_pl.htm . W podobny sposób jak uruchamianie owego "menu2_pl.htm" czytelnik może też od razu uruchomić dowolną z moich stron, nazwę której już zna. Przykładowo, aby uruchomić moją stronę o nazwie "pajak_dla_prezydentury_2020.htm" np. z witryny o adresie http://pajak.org.nz/healing_pl.htm , wystarczy aby zamiast owego adresu witryny wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://pajak.org.nz/pajak_dla_prezydentury_2020.htm .

 

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia "a priori" nowej "totaliztycznej nauki" i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu, które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #302). Początkowo istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie z tamtych początkowych blogów totalizmu, jakie ciągle NIE zostały polikwidowane przez licznych przeciwników "totaliztycznej nauki" i przeciwników wysoce moralnej "filozofii totalizmu", można znaleźć pod następującymi adresami:

https://totalizm.wordpress.com

http://totalizm.blox.pl/html

 

Z totaliztycznym salutem,

Dr inż. Jan Pająk

 

kodig : :
wrz 03 2018 #301: Jako amator dokumentuj filmowo wszystko...

Motto: "Wiele osób błędnie sądzi, że wystarczy mieć kamerę filmową aby nakręcić 'dobry film' - zapominając przy tym, że filmowanie jest bardzo wymagającą twórczością, dla sukcesu w której trzeba mieć NIE tylko talent, ale i twórczy umysł, wiedzę, doświadczenie, cierpliwość, oraz zacięcie do efektywnego wykonywania uciążliwej, trudnej i nietypowej pracy."

 

Ja osobiście od dawna zachęcam wszystkie osoby, aby dokumentowały filmowo lub fotograficznie każdą sytuację, zdarzenie, zjawisko, obiekt, itp., co do których odnotują, że reprezentują one sobą coś istotnego, zabawnego, interesującego, wzruszającego, niezwykłego, nieznanego, itp. Ja sam bowiem aż kilka razy w swym życiu doświadczyłem jak bardzo (i jak długo) potem się żałuje i przysłowiowo "pluje sobie w brodę", jeśli widzi się coś naprawdę ważnego i/lub niezwykłego, przykładowo widzi się ów omawiany w Biblii cudowny "płonący krzew" - jakiego swoją własną obserwację opisałem w punkcie #J3 ze strony o nazwie "petone_pl.htm", jednak zamiast natychmiast to udokumentować na filmie lub zdjęciu, najpierw się zacznie temu przyglądać, zaś to coś skorzysta z czasu jaki mu się dało i po prostu zniknie. To właśnie z powodu aż kilku swoich przypadków takich przegapień wyjątkowych okazji do wykonania ogromnie istotnej dokumentacji fotograficznej lub filmowej, że ja wypracowałem i staram się przypominać każdemu radę i jednocześnie zachętę "najpierw filmuj albo fotografuj, a dopiero potem deliberuj". Wszakże w dzisiejszych czasach praktycznie już niemal każdy ma pod ręką komórkę, cyfrowy aparat fotograficzny, lub nawet wideo-kamerę, każde z jakich to urządzeń umożliwia mu natychmiastowe i tanie filmowanie lub fotografowanie kiedykolwiek w swym życiu natknie się na coś wartego udokumentowania. Co zaś też ważne, filmy i zdjęcia obecnie są przechowywane w taniej pamięci typu komputerowego, poczym tanio i łatwo mogą być obejrzane na ekranie telewizora lub komputera, a w razie potrzeby równie tanio przesłane emailem do innych osób aby sobie je przeglądnęli. Jeśli zaś to co sfilmowaliśmy lub sfotografowaliśmy nam się NIE podoba, wówczas równie tanio i szybko możemy to wydeletować. Jedyne więc co nam jeszcze potrzebne, to owo nieustające trzymanie w swej pamięci i bycie gotowym, aby natychmiast filmować lub fotografować to co jest warte udokumentowania - zamiast jedynie na to patrzeć i się zastanawiać "czy warto".

 

Patrząc z perspektywy swych własnych doświadczeń życiowych, widzę aż cały szereg powodów dla jakich każdy z nas powinien nieustannie dokumentować na filmie lub na zdjęciach absolutnie wszystko co uzna za najbardziej istotne z tego co życie mu ujawnia (a nawet ma obowiązek takiego dokumentowania). Przykładowo, z czasem taka dokumentacja może stać się jedynym co nam pozostanie z już przeżytej przeszłości. Dlatego będzie dla nas miała nieopisaną wartość sentymentalną. Typowo jest ona także rodzajem spoiwa jakie łączy nas z bliskimi i znajomymi - razem z którymi przyszło nam kroczyć przez jakiś fragment naszej drogi życiowej. Najważniejszy jednak moim zdaniem powód, to że żyjemy w wyjątkowych czasach. Przykładowo, nad naszymi głowami już zawisa groźba zdarzeń opisanych na mojej stronie o nazwie "2030.htm", zaś zilustrowanych na filmie "Zagłada ludzkości 2030". Jeśli zaś tego co nadchodzi NIE uda się nam uniknąć, wówczas mamy obowiązek aby przyszłym pokoleniom dostarczyć dokumentację jaka pozwoli im znaleźć odpowiedzi na pytania "dlaczego", "jakie błędy my popełniliśmy, że nas spotkał taki los", "co oni powinni czynić, aby już nigdy więcej", itp.

 

Filmowanie tego co warte udokumentowania można dokonywać na dwa odmienne sposoby. Pierwszy z nich polega na tym, że kiedykolwiek widzimy coś wartego udokumentowania, łapiemy swoją komórkę, albo elektroniczny aparat fotograficzny z możliwością filmowania, albo też posiadaną pod ręką kamerę telewizyjną, poczym filmujemy to co widzimy najlepiej jak potrafimy. Takie dokumentowanie typowo jednak NIE nadaje się do publicznego udostępniania - chyba że przypadkowo zdołaliśmy utrwalić coś, w obejrzeniu czego będzie zainteresowanych wielu ludzi (stąd owa ważna idea, która w tym się ukrywa, spowoduje iż wielu ludzi będzie to oglądało bez względu na jakość naszego filmowania). Ale dokumentowanie to ciągle pozwoli abyśmy grupie naszych najbliższych i znajomych pokazali to co udokumentowaliśmy, a ponadto co dla nas samych z upływem czasu będzie miało stopniowo rosnącą wartość sentymentalną. Drugim sposobem filmowania jest nakręcenie z góry zaplanowanego filmu. Jeśli zaś taki film zdołamy przygotować w odpowiednio "dobrej jakości", wówczas typowo będzie się on nadawał do publicznego pokazania. Niestety, filmowanie o jakości wystarczająco dobrej aby nadawało się do publicznego pokazywania jest bardzo pracochłonne. Z moich doświadczeń wynika, że nakręcenie nawet tylko kilkuminutowego "dobrego filmu", jednej osobie typu "amator" (tj. normalnie zajmującej się czymś innym niż filmowanie) zajmuje co najmniej pół roku czasu - po więcej szczegółów patrz to co wyjaśniam w podpunkcie (3) poniżej. Dlatego z moich własnych doświadczeń wynika, że przed podjęciem wykonywania takiego z góry zaplanowanego filmu powinniśmy dokonać analizy liczebności widowni do jakiej adresujemy ten nasz pracowicie nakręcany film. W mojej też prywatnej opinii, jeśli przewidywana liczba "W" widzów potencjalnie zainteresowanych w oglądnięciu naszego filmu NIE przekracza W=1 [milion], wówczas w dzisiejszych czasach wyprodukowanie takiego filmu NIE jest już warte podejmowania i powinniśmy go zaniechać. Wyrażając to innymi słowami, zanim podejmie się prace nad "dobrym filmem", konieczne jest przeprowadzenie badań po angielsku nazywanych "feasibility studies" (co ja przetłumaczyłbym na polski jako "uzasadnienie opłacalności podjęcia się" - słowniki do jakich zaglądnąłem tłumaczą to jednak inaczej i niezgodnie z faktycznym znaczeniem tego wyrażenia).

 

Jeśli jednak nasza analiza potencjalnej widowni będzie sugerowała, że "główna idea" naszego filmu cieszy się na tyle powszechnym zainteresowaniem, iż prawdopodobnie możemy liczyć na conajmniej W=1 [milion] ludzi jacy zachcą go oglądnąć, wówczas wielomiesięczne i pracochłonne nakręcanie takiego filmu jest warte podjęcia. Dla takich właśnie sytuacji, kiedy "amatorowi-filmowcowi" warto będzie zająć się pracochłonnym nakręceniem "dobrego filmu", poniżej pospisywałem w podpunktach najważniejsze wytyczne (albo rady), jakie wynikają zarówno z moich osobistych doświadczeń tworzenia nowych filmów, jak i z moich analiz oglądanych filmów już nakręconych przez innych twórców.

 

Każdy rodzaj rad i wytycznych łatwiej jest zrozumieć, jeśli podpierane są one jakimiś rzeczywistymi przykładami. Aby więc i w poniższych moich radach użyć klaryfikującego je rzeczywistego przykładu, postanowiłem że jako ów przykład użyję narazie NIE zadecydowaną jeszcze, ani realizacyjnie NIE rozpoczętą, sytuację ujawniającą jak by wygladało, oraz z czym by się wiązało, przygotowanie "dobrego filmu", gdybym to ja osobiście podjął się jego wykonania (najlepiej razem ze sprawdzonymi już w działaniu moimi współpracownikami) podczas nadchodzącego zapewne około lipca 2020 roku, jubileuszowego "złotego" zjazdu absolwentów Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej (w skrócie "WM-PWr"), rocznika 1970, organizowanego z okazji 50-lecia ukończenia tej uczelni. (Odnotuj, że uprzednie zjazdy absolwentów WM-PWr rocznik 1970 są opisywane na mojej stronie o nazwie "rok.htm".) Wszakże użycie tu jako przykład owej niezadecydowanej jeszcze sytuacji filmowania "złotego zjazdu" moich kolegów i koleżanek z okresu studiów posiada aż szereg zalet. Przykładowo, wyjaśnia klarownie tym kolegom co się wiąże z uwiecznieniem ich jubileuszowego zjazdu za pomocą "dobrego filmu". Mnie uwalnia od potrzeby wyjaśniania każdemu ciekawskiemu z osobna, dlaczego NIE wystarcza mieć kamerę i dobre chęci aby przygotować "dobry film", oraz dlaczego nakręcając najróżniejsze filmy ja nadal NIE stworzyłem jeszcze filmu o swym roku studiów, o swych kolegach, ani o swej uczelni. Z kolei czytającym niniejsze opisy filmowcom-amatorom przykład ten dopomoże zrozumieć znacznie lepiej co bardziej istotne aspekty wykonywania "dobrych filmów". Oto więc moje kolejne rady i wytyczne, podpierane użyciem tego właśnie "złotego" przykładu:

 

(1) "Dobry film" powinien pozytywnie, konstruktywnie i z respektem dla prawdy komunikować lub komentować jakąś bardzo istotną ideę, wiadomość, przekaz, wiedzę, naukę, analizę, przesłanie, itp., które zaprzątają umysły wielu ludzi. Przykładowo, pokazanie w jakimś filmie jedynie wyglądu kilku podchmielonych osób ucztujących z określonej okazji (chyba, że główną ideą filmu jest humor lub pokazanie określonej osoby), czy np. pokazanie tylko czyichś zdjęć z określonych czasów czy sytuacji, zwykle ma tylko ten skutek, że dany film ochotniczo oglądałyby jedynie osoby w nim występujące (i to zapewne nawet NIE wszystkie z nich). Typowo zaś w nawet dosyć "zaludnionym" filmie mieści się lub jest odnotowywane przez widzów zaledwie około 30 dobrze identyfikowalnych osób. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że taki typowy film w sumie oglądnęłoby (i to tylko jednorazowo) właśnie około owych 30+ osób, którzy na nim byliby pokazani, plus czasami także ich najbliższe rodziny. To zaś oznacza, że cała wielomiesięczna praca owych ludzi, którzy film ten wytworzyli, plus koszta filmu, lektora, transportu, podróżowania, hoteli, itp., wyniknęłyby w krótkiej przyjemności zaledwie około 30+ osób. Powód ku temu jest bardzo prosty - aby film oglądało wielu ludzi, musi on prezentować coś, w czym owi ludzie są witalnie zainteresowani. Niewielu zaś dzisiejszych ludzi jest zainteresowanych oglądnięciem wszystkiego co im się nawinie. Dlatego "dobry film" - wytyczne przygotowywania jakiego tu opisuję, warto nakręcać jedynie w przypadku, kiedy zaprezentuje on właśnie jakąś bardzo istotną ideę, wiadomość, przekaz, wiedzę, naukę, analizę, czy coś jeszcze innego. (Ja celowo przy nazywaniu takiej głównej "idei" filmu NIE używam nazwy "teza". Nazwa "teza" ma bowiem bardzo ścisłą definicję naukową, która m.in. nakazuje aby była ona podana na początku danej rozprawy. Tymczasem w "dobrym filmie" owa główna idea typowo NIE jest podana, aczkolwiek zawsze musi ona tam istnieć, musi być znana twórcom filmu, oraz cała treść filmu musi służyć udowodnieniu jej prawdy.) Ta główna idea ma bowiem zainteresować potem ów co najmniej W=jeden [milion] oglądających, zaś występujący w filmie ludzie mogą być pokazywani jedynie jakby "na maryginesie" (co odciąża ich od wypełniania wymogów przystojnych i gładko wypowiadających się aktorów) - przykładowo ponieważ to właśnie oni uczestniczyli w wykuciu, lub w przeżyciu, tego co film omawia i ilustruje. W pozostałych zaś przypadkach, kiedy z góry wiadomo, iż film NIE zainteresowałby owego W >= 1 miliona potencjalnych oglądających, zamiast pracowicie przygotowywać "dobry film" raczej warto "złapać komórkę lub wideo-kamerę" i jedynie spontanicznie udokumentować to co się dzieje.

 

Poniżej przytaczam kilka przykładów spraw, czy idei, związanych ze studiami jakie przeżywaliśmy wspólnie z moimi kolegami z roku i (lub) związanych z moją osobą, stąd jakich zaprezentowanie "dobrym filmem" zapewne wzbudziłoby szersze zainteresowanie (aczkolwiek ustalenie "u ilu osób" nadal wymagałoby szczegółowszego przeanalizowania i badań typu "feasibility studies", jakich dla poniższych idei ja NIE przeprowadzałem):

 

(1a) Dlaczego komunistyczne wykształcenie wiodło cały kraj i indywidualnych absolwentów do sukcesów NIE bazujących na znajomościach (tj. bazujących głównie na wiedzy i merycie), zaś kapitalistyczne wykształcenie NIE jest już w stanie tak czynić - czego wynikiem jest, że zamiast bycia "źródłem wiedzy i umiejętności", do dziś kapitalistyczne wykształcenie przetransformowało się w "główne źródło znajomości i dostępu do puli kolegów uczelnianych (tzw. "old boys network"), z jakimi w dalszym życiu prowadzi się potem interesy"? (Odnotuj, że to właśnie owo przetransformowanie się studiów w generatory "old boys networks" jest główną przyczyną dla jakiej sporo dzisiejszych krajów kapitalistycznych osiągnęło już poziom "100% korupcji" opisywanej w punkcie #E3 strony "pajak_dla_prezydentury_2020.htm", zaś pozostałe kraje wcale NIE są dalekie od owej 100% korupcji i od jej zaduszających naszą dzisiejszą cywilizację następstw. Sytuacja w tej sprawie stała się aż tak wypaczona, że oglądając jakiś program telewizyjny w jednym z krajów, ekonomia którego raptownie staczała się wówczas w dół a rosła w nim jedynie korupcja, zostałem zaszokowany wypowiedzią prezentera TV, że wszyscy członkowie rządu owego kraju byli byłymi kolegami uczęszczającymi do tej samej szkoły.)

 

(1b) Na bazie twojego doświadczenia życiowego co uważasz, że wymagałoby uczynienia, aby uczelnie przestały generować "old boys networks" i powróciły do generowania fachowców z wysoką wiedzą i umiejętnościami, oraz aby życie kraju przestało bazować na tym "kogo się zna" a powróciło do kiedyś praktykowanego bazowania na tym "co się wie"?

 

(1c) Czy w twojej opinii owa szybko narastająca obecnie na świecie sytuacja galopującej korupcji, załamywania się demokracji, pojawiania się despotów i dyktatur, szerzącego się kumoterstwa, itp., zakończy się (1) globalnym kataklizmem i zagładą opisywaną na stronie "2030.htm", czy też raczej natura, życie i Bóg rozwiążą tę sytuację w jakiś inny sposób, np. (2) zgodnie ze staropolską przepowiednią, że "żółta rasa zapanuje nad światem" (a może równoczesnym wypełnieniem się obu tych możliwości)?

 

(1d) Czy z punktu widzenia doświadczeń życiowych naszej grupy absolwentów rocznika 1970, trudności przez jakie w latach 1960-tych przechodzili kandydaci na studentów zdający ówczesny bardzo wymagający egzamin wstępny na Politechnikę Wrocławską, życie potwierdziło jako dobre, czy też jako złe, dla nas kiedy staliśmy się już absolwentami tej uczelni? (Odnotuj tu, że nawet mądrość ludowa poznała starą prawdę, przez filozofię totalizmu wyrażoną potem zasadą parafrazującą powiedzenia, iż "NIE ma takiego złego co by na dobre nie wyszło i NIE ma takiego dobra, co by NIE wygenerowało sobą też jakiejś formy zła" - po opisy tej starej prawdy patrz np. punkt #F3 z mojej strony "wszewilki.htm". Innymi słowy, powyższa prawda ujawnia, że trudne egzaminy powodowały potem wysoką jakość i przydatność absolwentów - szkoda, że dzisiejsze matki NIE rozumieją działania tej prawdy, preferując "cieplarnianą zasadę" wychowywania swych pociech (patrz tzw. anti-smacking law"), tj. zasadę pozbawioną dyscyplinowania, kar i rózgi - skutki dłuższego stosowania jakiej opisuje między innymi punkt #B5.1 z mojej strony o nazwie "will_pl.htm".)

 

(1e) Dlaczego niezależnie od tego co stwierdzają oficjalne źródła, z osobistych doświadczeń życiowych autora tej strony (i zapewne każdego z nas) wynika, że około 1970 roku Politechnika Wrocławska była jedną z najlepszych uczelni technicznych świata, zaś jej ówcześni absolwenci jednym z pokoleń Polaków odnoszących największe sukcesy życiowe. (Ten temat szerzej omawiam w punktach #J1 i #J2 swej strony o nazwie "magnocraft_pl.htm", w punkcie #B1 swej strony o nazwie "wroclaw.htm", oraz w punkcie #E1 swej jeszcze innej strony o nazwie "rok.htm".)

 

(1f) Czy czujesz się współodpowiedzialny przed następnymi pokoleniami (lub odpowiedzialny przed Bogiem) za trudną sytuację w jakiej znalazła się dzisiaj cała nasza cywilizacja (patrz strona "2030.htm" i strona "woda.htm"), zaś do nadejścia jakiej przyczyniło się, między innnymi, także i nasze pokolenie (ponieważ np. zamiast udoskonalać komunizm na wzór Chińczyków, zlikwidowaliśmy ideologiczną konkurencję dla kapitalizmu, która to konkurencja aż do czasu likwidacji komunizmu podtrzymywała moralnie-poprawne zachowywanie się, zdrowie i rozkwit światowej demokracji), oraz czy zgadzasz się ze stanowiskiem filozofii totalizmu, że obecnie konieczne jest podjęcie bardzo drastycznych posunięć aby tę trudną sytuację szybko naprawić - jeden z istotnych przykładów jakich to posunięć jest opisany w punkcie #L4 strony "2030.htm", inny w punkcie #J2 strony "free_energy_pl.htm", zaś jeszcze inny w punkcie #C6 strony "telekinetyka.htm"?

 

(1g) Patrząc z naszej dzisiejszej perspektywy i przeżytych doświadczeń życiowych, co byś zmienił/ła lub udoskonalił/ła w sposobie na jaki w latach 1960-tych byliśmy edukowani, oraz w tym co po ukończeniu studiów stanowiło fokus naszego życia zawodowego - tak aby uniknąć przepaści ku jakiej zdąża nasza obecna cywilizacja? (Przykładowo, co byś zmienił/a wiedząc już o opisywanej w punkcie #A2.11 strony "totalizm_pl.htm" tzw. "zasadzie wzajemnego kompensowania złych następstw dwóch przeciwstawnych działań" - która między innymi pozwala aby zamiast jedynie wypaczać wiedzę, światopogląd i moralność absolwentów uczelni jednostronnym i monopolistycznym wykładaniem im ateistycznych teorii ewolucji i wielkiego bangu, absolwenci ci poznali także zalety przeciwstawnej do wielkiego bangu Teorii Wszystkiego zwanej Koncept Dipolarnej Grawitacji?)

 

(1h) "Czy" i "jak" nasze po-uczelniane życie zawodowe nam ujawniło, że monopolistyczne zapoznawanie studentów uczelni jedynie z ateistyczną teorią "wielkiego bangu" i jej następstwami, bez jednak udostępnienia konkurencyjnej wiedzy reprezentowanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji, okazało się później wadą i przeszkodą życiową, a NIE zaletą?

 

(1i) Czy studenci sprowokowani politycznie 1 maja 1968 roku, poczym usunięci z Politechniki Wrocławskiej, powinni być jakoś moralnie zrekompensowani przez dzisiejszą Polskę i naszą uczelnię, oraz co naszym zdaniem powinniśmy uczynić aby doprowadzić do urzeczywistnienia owej moralnej rekompensaty? (Patrz omówienia sprawy tamtej prowokacji politycznej i usunięcia owych studentów, jakie prezentują: punkt #F2 mojej strony o nazwie "wroclaw.htm", oraz punkt #E5 ze strony absolwentów naszego roku o nazwie "rok.htm".)

 

(1j) Czy jako absolwent rocznika 1970 czujesz się współodpowiedzialny za spowodowanie jakiejś formy moralnego zadośćuczynienia (np. przyznania im honorowego tytułu "magister-inżynier") tym naszym byłym kolegom ze studiów, którzy po politycznej prowokacji z 1 maja 1968 roku zostali usunięci z uczelni - jeśli zaś "tak", to w jak w twojej opinii owo moralne zadośćuczynienie powinno wyglądać i jak twoim zdaniem powinniśmy zabiegać o jego zrealizowanie?

 

(1k) Jak Politechnika Wrocławska się zmieniała i ewoluowała, od czasów podjęcia przez nas studiów, aż do dzisiaj, oraz czy ty osobiście wolałbyś/wolałabyś ukończyć tę uczelnię w 1970 roku, czy też w dzisiejszych czasach, oraz jak twoi rodzice przyjęliby finansowanie twoich studiów w dzisiejszych czasach?

(1l) Czy kiedykolwiek w swym życiu widziałeś/łaś lub doświadczyłeś/łaś coś nadprzyrodzonego lub niewyjaśnionego (np. cudowne uzdrowienie, nieznane istoty, duchy, UFO, deszcz ryb spadających z nieba, itp.), a jeśli "tak", to jak to wyglądało i jak sobie tłumaczysz to zdarzenie? (Odnotuj, że autor tego wpisu doświadczył aż szeregu cudów opisanych m.in. w punkcie #F3 strony o nazwie "wszewilki.htm". Wśród nich było też spektakularnie wyglądające (wręcz "teatralne"), krótkoterminowe nadprzyrodzone uzdrowienie kredowo-białym promieniem świetlnym - opisane w punkcie #E2 strony "malbork.htm".)

(1m) Czy zgadzasz się z osobistym doświadczeniem życiowym swego kolegi, dra inż. Jana Pająk, że Bóg zawsze tak kieruje edukacją każdej osoby, iż wszystko co jej potem w dorosłym życiu jest potrzebne, ma ona okazję się dowiedzieć (lub poznać) już w trakcie swej wcześniejszej edukacji - tyle, że zależy to od tej osoby, czy z tym się uważnie zapozna, czy też to zignoruje? (Faktyczne "zaprogramowanie z góry" przez Boga przebiegu całego naszego życia w tzw. "Omniplanie" wyjaśniają punkty #J5 i #J6 ze strony o nazwie "petone_pl.htm" - jedną z manifestacji tego już uprzedniego zaprogramowania przebiegu naszego życia jest np. zjawisko "deja vu".)

(1n) Dr inż. Jan Pająk, czyli mój kolega ze studiów oraz jego Magnokraft i inne "światoburcze" idee - co o nich sądzę. (W tym wypadku interesowanie indukowałaby ciekawość i kontrowersyjność, jakie moja osoba wzbudza, a także próba dowiedzenia się przez oglądających, np. co dane osoby, czy co moi koledzy, powiedzą na ten temat.)

(1o) Czy jestem przekonany/a, że ludzka technika dojrzała już do zbudowania Wehikułu Czasu wynalezionego i opisywanego przez mojego kolegę z roku, dra inż. Jana Pająk, a także czy nasza psychika dojrzała już do urzeczywistniana tym wehikułem zasady uzyskiwania tzw. "uwięzionej nieśmiertelności" polegającej na powtarzalnym cofaniu się w czasie do lat swej młodości po każdym dożyciu do wieku starczego? (Odpowiedzialna odpowiedź na to pytanie zapewne wymagałaby poznania co najmniej opisów działania "nawracalnego czasu softwarowego", w którym my ludzie się starzejemy, a którego pełne zaprezentowanie jest rozłożone na następujące trzy strony: "wstęp" do mojej strony "dipolar_gravity_pl.htm", plus punkt #D3 z mojej strony o nazwie "god_proof_pl.htm", plus punkt #J5 z mojej strony "petone_pl.htm", a jeśli to NIE wystarczy, to także plus punkty i strony stamtąd linkowane.)

 

(1p) Itd., itp.

 

Oczywiście, powyższe to tylko przykłady nastawione głównie na "potrząśnięcie śpiącymi" i na podpowiedzenie "jak" idee filmów można sobie wstępnie formułować, a NIE nastawione na wskazanie gotowych idei i tematów jakimi filmujący powinni się zająć. Zresztą, znając życie, wiem że w urzeczywistnieniu sporej proporcji z nich zapewne nikt (poza mną) NIE zgodziłby się wziąść udziału aby NIE popsuć sobie reputacji i respektu władz oraz współziomków - dlatego są one jedynie przykładami ilustrującymi sprawę jaką w tym podpunkcie numer (1) poruszam, a NIE faktycznymi propozycjami dla możliwego filmu. W praktyce zaś temat i główną ideę filmu trzeba sobie dopiero wymyślić i dopracować - najlepiej zaś w tym celu użyć metody zwanej "burza mózgów" jaką nasze pokolenie często używało, zaś jaka do dzisiaj została już zarzucona. Ciekawi mnie, czy czytający zdołają wymyślić jakąś pozytywną, nadającą się do zrealizowania, realistyczną, nową i aprobowalną dla wszystkich ideę, oraz temat i tytuł dla "dobrego filmu", które gwarantowałyby wzbudzenie zainteresowania co najmniej widowni o liczbie "W" jednego miliona potencjalnych widzów - uzasadniając tym podjęcie pracochłonności wielomiesięcznego wykonywania takiego filmu.

 

(2) Tytuł filmu. Tytuł jaki film otrzymuje jest ogromnie istotny. NIE wolno więc oszczędzać na czasie i na przeprowadzonych badaniach, aby tytuł ten dobrać właściwie i wyeksponować poprawnie na wiodącej planszy filmu. Wszakże nawet najlepsze filmy, którym jednak NIE nadano właściwego tytułu, albo tytuł których jest wyeksponowany niewłaściwie (np. we więcej niż jednej linii, zbyt małymi lub rozpraszającymi uwagę dziwacznymi literami, itp.), NIE uzyskają uznania na jakie zasługują. Przy wypracowaniu tytułu trzeba zwracać uwagę na następujące sprawy:

 

(2a) Powinien on być maksymalnie krótki. Przykładowo, na planszy początka i reklamy danego filmu jego tytuł powinien się mieścić w jednej linii - co pozwoli objąć go jednym rzutem oka. Tytuły jakie na owej planszy poda się w dwóch lub kilku liniach, już same sobą zniechęcają potencjalnego oglądającego.

 

(2b) Powinien dawać do zrozumienia ową główną ideę jaka w filmie tym będzie zaprezentowana. Stąd ideę tę powinien on nazywać po imieniu - np. patrz tytuł "Zagłada ludzkości 2030", albo też przekazywać w jakiś symboliczny sposób - np. użyciem słowa, nazwy, czy nazwiska, które w pamięci większości ludzi wiąże się z określoną ideą, jaką dany film sobą prezentuje - np. patrz film fabularny o tytule "Prometheus". Bardzo częstym błędem np. dzisiejszych twórców reportaży lub wywiadów jest, że tytułem swego filmu opisują okazję z jakiej dany film został nakręcony (np. wywiad, wesele, zjazd, itp.), zamiast opisywać nim główną ideę jaką film ten raportuje. Warto więc o tym pamiętać, jeśli ma się wpływ na wybór tytułu dla filmu (aczkolwiek wielu dzisiejszych twórców kręcących dany film uważa, że wiedzą oni lepiej od klienta dla którego film ten tworzą, jaki tytuł powinni mu nadać). Tu warto też dodać, że coraz więcej twórczych nowicjuszów z Polski, dla szybszego wspięcia się w górę, jako takie przyciągające uwagę publiczności tytuły dla swych filmów, muzyki, czy opracowań, używa nazwy związane z moją osobą - które już obecnie symboliczne w pamięci wielu Polaków kojarzą się z określonymi ideami jakie pobudzają ciekawość i chęć ich poznania (niestety, które zawzięcie nadal są sabotażowane przez wyszukiwarki internetowe) - jako przykład wykorzystywania nazw związanych z moją osobą prześledź użycie nazwy "Magnokraft", czy użycie mojego nazwiska i tytułów "Dr inż. Jan Pająk". To między innymi w powodu doczepiania do mojej twórczości takiego wysoce zniechęcającego "bublowatego balastu", kiedy czytelnik szuka w internecie linków do opisów czegokolwiek co ja stworzyłem, wówczas jeśli jest w stanie NIE powinien tego szukać poprzez internetowe wyszukiwarki (które zamiast rzeczowych publikacji wskażą mu głównie taki właśnie "balast"), a szukać w źródłach i miejscach które ja polecam - np. z pomocą mojej strony o nazwie "skorowidz.htm", czy moich stron o nazwach "djp.htm", "menu2_pl.htm" i "faq_pl.htm", albo w linkach na końcu najnowszych wpisów z moich blogów, albo w linkach z moich stron internetowych czy blogów.

 

(2c) Tytuł powinien też być pisany wyraźnymi (aczkolwiek NIE narzucającymi się) trzcionkami, jakie wyraźnie odcinają się od reszty pilotującej planszy ogłoszeniowej, jednak NIE rozpraszają ani absorbują uwagi czytającego - odwracając tym jego zainteresowanie od pojęcia treści filmu i stąd podświadomie zniechęcając go do oglądnięcia.

 

(3) Pracochłonność wykonania dobrego filmu. (Anglicy mają przysłowie, "jeśli coś warte jest wykonania, jest to też warte aby wykonać to dobrze"). Każdy około 30-minutowy film (NIE mylić tu "filmu" z "wywiadem wideowanym") w jakiego wykonywaniu ja uczestniczyłem, wymagał co najmniej pół roku nieustającej pracy dwóch osób (np. mojej i Pana Dominika Myrcik), a na końcu dodatkowo i pracy zawodowego lektora - który czytał starannie przygotowany tekst pisany narracji danego filmu). Posądzam zaś, że z uwagi na dodatkowe trudności jakie wystąpiłyby przy nakręcaniu filmu z udziałem wielu osób NIE nawykłych do stawania przed kamerą (np. absolwentow mojego roku studiów), jego wykonanie wymagałoby co najmniej cały rok pracy dla co najmniej trzech osób, plus narratora. Aby więc zainwestować taki ogrom pracy w film, trzeba mieć ku temu bardzo istotne motywacje, oraz mieć coś ważnego do powiedzenia danym filmem.

 

Z moich dotychczasowych praktycznych doświadczeń "filmowca-amatora" (tj. osoby, której codzienne zajęcia są odmienne od filmowania, zaś sprawami filmu może zająć się jedynie w wolnym czasie) wynika przybliżony wzór jaki ujawnia około ilu miesięcy "C" zajmie sporządzanie "dobrego filmu", w którym zaprezentowane będzie "B" bohaterów lub "B" głównych idei i w którego treść będą włączone wypowiedzi "L" ludzi, oraz który jest przygotowywany przez "T" twórców. Wzór ten ma postać C=6(B+L)/T [miesięcy]. Przykładowo, w filmie "Zagłada ludzkości 2030" prezentowana jest jedna idea (tj. "zagłada") czyli dla niego B=1, cały jego komentarz jest czytany przez L=1 narratora, zaś nad przygotowaniem owego filmu pracowało T=2 twórców (tj. ja, oraz nadzwyczajnie utalentowany Pan Dominik Myrcik). Stąd dla tego filmu C = 6(1+1)/2 = 6 miesięcy. Natomiast gdyby w przykładowym filmie raportującym nadchodzący w 2020 roku "złoty" zjazd absolwentów WM-PWr zaprezentować B=1 główną ideę (np. którąś z idei omówionych w podpunkcie (1) powyżej), zaś dla jej wyczerpującego przedstawienia gdyby do filmu włączyć wywiady L=30 osób, podczas gdy przy wytworzeniu tego filmu pomagałyby wszystkie owe T=30 osoby, wówczas przygotowanie takiego filmu zabrałoby około C = 6(1+30)/30 = 6 miesięcy. Z kolei gdyby np. 15 osób z owych trzydziestu też pokazało się w filmie, jednak NIE wywiązało się z przynależnej im proporcji pracy (co ja posądzam, iż w rzeczywistym działaniu dużej grupy może mieć miejsce), wtedy przygotowanie takiego filmu zajęłoby około C = 6(1+30)/15 = 12 miesięcy (czyli cały rok). Natomiast gdyby taki sam film wykonywała zaledwie T=1 osoba, wówczas byłby on gotowy po około C = 6(1+30)/1 = 186 miesiącach (tj. po 15 i pół latach) co praktycznie oznacza, że nigdy NIE byłby ukończony - bowiem ludzka niecierpliwość spowodowałaby zarzucenie jego pełnego wykonania.

 

(4) Napisanie scenariusza. Ta część pracy nad "dobrym filmem" jest wyjątkowo istotna. Wymaga też prawdziwego talentu i ścisłej współpracy pomiędzy wszystkimi osobami realizującymi film. Istnieje też bardzo mało ludzi zdolnych do przygotowania "dobrego scenariusza". Wszakże leży on na pograniczu nauki i sztuki. Nawet więc NIE będę tu próbował wyjaśniać jak go przygotować.

 

(5) Problem komunikacji na odległość. Nawet podczas wspólnego wykonywania filmów do YouTube z nadzwyczajnie utalentowanym Panem Dominikiem Myrcik, ciągle doświadczałem jak pracochłonna, konsumująca czas, oraz mało efektywna jest owa absolutnie niezbędna wzajemna komunikacja, nawet tylko emailowa, jeśli chociaż jeden z wykonawców mieszka z dala od miejsca praktycznej realizacji filmu. Wniosek jaki z tego wynika, to że zawsze trzeba starać się mieszkać możliwie blisko miejsca gdzie film się wykonuje. Ja zaś na stałe mieszkam w NZ. Do pracochłonności wykonania dowolnego filmu, przy takim miejscu mojego zamieszkania dodaje się więc pracochłonność i trud nieustannego komunikowania się na odległość z osobami, które realizują dany film. Wszakże przemyślenie i napisanie zaledwie jednego istotnego emaila, w wielu przypadkach zajmuje mi cały wolny czas z co najmniej jednego dnia. A podczas przygotowywania filmu, który realizowany jest poza NZ, napisać trzeba dziesiątki emailów, czasami nawet o długości podobnej do treści niniejszego wpisu - wszakże każda sprawa wymaga wówczas ścisłej kooperacji a stąd i nieustannego wzajemnego komunikowania się. Dlatego gdybym realizował przykładowy film o "złotym" zjeździe absolwentów 1970-roku, dla którego konieczne byłoby sfilmowanie wywiadów z powiedzmy 30-ma moimi kolegami ze studiów, wówczas na czas produkcji tego filmu wszystkie główne osoby film ten realizujące NIE powinny mieszkać poza granicami kraju w jakim film ten byłby wykonywany, czyli powinny mieszkać w Polsce. A pamiętać trzeba z uprzednich wyliczeń, że taki film wykonywałoby się przez okres co najmniej około pół roku. Kogo więc byłoby stać wówczas np. na pokrycie kosztów hoteli?

 

(6) Wybór miejsca gdzie, oraz czasu kiedy, nastąpi filmowanie. Przykładowo, gdyby wykonywać film ze "złotego" zjazdu absolwentów 1970 roku, zjazd taki zwykle trawa co najwyżej 3 dni. Typowo też organizowany on jest zbyt wcześnie aby panowała już pogoda wystarczająco znośna do filmowania (to dlatego dla potrzeb filmowania w plenerze, data zjazdu powinna być przeniesiona na około środek lipca). Wszakże jeśli można tego uniknąć, film NIE powinien być kręcony "pod dachem" (chyba że ma się wyspecjalizowane w takim kręceniu studio do dyspozycji) bowiem wymaga to specjalnego (drogiego) sprzętu i typowo źle potem wygląda - np. obraz jest ciemny, niedoświetlony, kolory wyglądają blado i chorobliwe, występujących w filmie ludzi trzeba podkolorować makijażem, itp.). Typowo też aby nagrać zaledwie jedną minutę "dobrego filmu" potrzebne jest około dwóch godzin przygotowań i kręcenia - w sumie więc, gdyby operator kamery i reżyser pracowali np. po 8 godzin na dzień (co dla nich byłoby ogromnie wyczerpujące), wówczas podczas 3-dniowego zjazdu zdołaliby nakręcić około 12 minut filmu dobrej jakości.

 

(7) Konieczność bezlitosnego odrzucania ujęć NIE nadających się do pokazania. NIE każda osoba jest fotogeniczna - to dlatego filmy kinowe są nakręcane przez szczególnie piękne kobiety i wyjątkowo przystojnych mężczyzn. Jeśli więc chce się nakręcić "dobry film", w którym zamiast jednej idei pokaże się wielu bohaterów (np. dla którego bohaterami byłoby owych około B=30 uczestników zjazdu absolwentów), oraz który będzie przygotowywany do oglądania przez wielu ludzi, wówczas ujęcia owych niefotogenicznych osób, lub osób zachowujących się jak NIE powinni, albo mówiących to co NIE powinno być powiedziane (np. przeklinających), NIE powinny być włączane do filmu - chyba, że na filmie mówią one o czymś na tyle ważnym, iż absorbuje to całą uwagę oglądającego, tak że widz NIE ma już czasu ani wielozadaniowej uwagi aby odnotować ich wygląd. To zaś oznacza, że po nakręceniu z udziałem np. 30 przypadkowych osób filmu jaki NIE posiada istotnej idei przewodniej absorbującej oglądającego, w końcowym filmie możnaby umieścić zaledwie około troje z nich. Taka zaś sytuacja powodowałaby, że ci co byli filmowani, ale NIE zostaliby włączeni, czuliby się pokrzywdzeni i oszukani. Zamiast więc uczynić bliższymi sobie wszystkich biorących udział w filmowaniu, uczyniłoby to wielu z nich obrażonymi i odczuwającymi żal. Dlatego jest ogromnie istotne, aby to idea, a NIE wygląd osób czy słowa prezentujących tę ideę, dominowała dany film. Wszakże w filmie o idei absorbującej oglądającego, NIE ma znaczenia kto i jak ideę tę prezentuje. To idea bowiem, a nie prezentująca ją osoba, absorbuje całą uwagę oglądających. Tyle tylko, że taką absorbującą widza ideę trzeba wymyślić zanim rozpocznie się kręcenie filmu, poczym systematycznie ją realizować.

 

(8) Fachowość. Wszystko co składa się na "dobry film" wymaga fachowości i dobrego sprzętu. Nawet taka zdawałoby się "głupia" sprawa jak zeskanowanie i wysłanie zdjęcia, wymaga sporej wiedzy o tym co się czyni. Wszakże zdjęcia użyte w filmie powinny mieć rozdzielczość co najmniej 600 dpi (dots per inch), a typowo nawet 1200 dpi, oraz NIE mogą być "kompresowane". Bez zaś tej wiedzy wychodzą buble, jakie NIE nadają się do publicznego pokazania. Kiedy więc planuje się kto będzie operował filmującą kamerę, czy przygotowywał scenariusz, trzeba opierać się na wiedzy o uprzednim dorobku danej osoby, a NIE np. na informacji iż "pracuje on w telewizji", czy na rekomendacji jego matki. Szczerze mówiąc, to praca w dzisiejszej telewizji moim zdaniem uczy ichnich fachowców "jak NIE należy filmować", zamiast uczenia "co" i "jak" pownno się poprawnie czynić. Szczególnie też odradzam zatrudniania do przygotowania podkładów muzycznych dzisiejszych (młodych) ekspertów od muzyki. NIE tylko bowiem, że mają oni powypaczany smak muzyczny, ale dodatkowo cały czas mają słuchawki w (lub na) uszach. W rezultacie ich słuch jest już zdegenerowany. Kiedy więc np. przygotują podkład muzyczny, typowo podkład ten będzie zbyt głośny i dla normalnych ludzi zagłuszy on to co najważniejszego w danym filmie powinni usłyszeć. Ja oczywiście znam osoby, które ze mną już współpracują i które mają też wymaganą wiedzę, sprzęt i wyczucie proporcji. Problem jednak polega na tym, że nowy film musi mieć naprawdę doskonałą ideę przewodnią aby nakłonić ich do współpracy przy jego nakręcaniu. Wszakże ich czas i wiedza są zbyt cenne aby je tracili na udział w kręceniu "tuzinkowego" filmu, dla jakiego potencjalna widownia "W" wynosi kilkadziesiąt osób.

 

(9) Czas. Ja sam ostatnio jestem ogromnie zapracowany. Szczerze mówiąc, to tylko dokończenie spraw nad jakimi obecnie pracuję zajmnie mi co najmniej cały następny rok czasu. Przez najbliższy rok NIE bardzo mam więc czas na podjęcie jakichkolwiek dodatkowych zobowiązań ani pracy.

 

(10) Reklama gotowego filmu. Samo wykonanie "dobrego filmu" wcale NIE gwarantuje, iż znajdzie on wielu oglądających. Aby bowiem ludzie go oglądali muszą wiedzieć o jego istnieniu, o fakcie iż prezentuje on to co ich osobiście interesuje, oraz muszą być w stanie łatwo go znaleźć i uruchomić. W tym celu potrzebna jest więc reklama filmu i liczne linki do niego. Niestety, w dzisiejszych czasach za wszystko trzeba płacić. Aby więc zareklamować darmowy (amatorski) film jaki przygotowaliśmy, trzeba albo zapłacić za jego reklamowanie (co np. w moim przypadku kłóci się z zasadami moralnymi filozofii totalizmu w jakie głęboko wierzę, np. z zasadą, iż prawda, wiedza, powietrze, woda, energia, chleb razowy i miejsce do pracy powinny być dostępne bez opłat - aczkolwiek ludzie uzyskujący je za darmo musieliby spełniać określone wymogi moralne), albo też trzeba jakoś reklamować go osobiście - np. na swoich stronach internetowych, blogach, itp. - co ja staram się czynić. Niestety, takie osobiste reklamowanie jest bardzo nieefektywne, stąd typowo NIE powoduje ono szybkiego narastania liczby oglądających. Za to w przeciwieństwie do odpłatnego reklamowania - które działa tylko kiedy się za nie płaci, takie osobiste reklamowanie dostarcza dopływu trwałego i jednostajnego strumienia oglądających przez praktycznie cały czas dostępności filmu. (Tak "a propos" reklamy, to wszystkie darmowe filmy z moim udziałem dostępne są ze strony o nazwie "djp.htm".)

djp.htm

* * *

Wszystkie powyższe podpunkty (a także sporo innych jakich tu NIE omawiam) to faktycznie "problemy" jakie oczekują znalezienia rozwiązania zanim podejmie się realizację dowolnego "dobrego filmu". Jeśli zaś sytuacja NIE pozwala na ich rozwiązanie, wówczas zamiast produkowania "dobrego filmu", raczej trzeba zadowolić się zwykłym udokomentowaniem tego co potrzeba, przez kogokolwiek kto posiada komórkę, elektroniczny aparat fotograficzny z opcją filmowania, lub kamerę wideo. W moim zaś osobistym przypadku, najkrytyczniejszym problemem, wymogiem i warunkiem choćby tylko rozpoczęcia jakichkolwiek realistycznych rozważań podjęcia się przygotowania "dobrego filmu" z okazji omawianego powyżej "złotego" zjazdu absolwentów w roku 2020, jest możliwość mojego czasowego zamieszkania w Polsce przez okres około 1 roku. Dopiero po rozwiązaniu tego problemu możnaby przystąpić do szukania rozwiązań dla pozostałych problemów wskazywanych w powyższych podpunktach.

 

Chociaż dzisiejszych ludzi mógłby zastraszyć sam fakt istnienia powyższych problemów i wymóg ich uprzedniego rozwiązania zanim ja zgodziłbym się podjąć wykonywania jakiegokolwiek "dobrego filmu", nasza generacja absolwentów rocznika 1970 jest nawykła do problemów i do ich rozwiązywania. Z praktyki życiowej także wiemy, iż "Bóg pomaga tym co pomagają sobie sami". Wszakże pomimo piętrzących się przeszkód, Bóg często czyni cuda i wyjątki. Przykładowo, w przypadku omawianego tu filmu takim cudem mogłaby być oferta z jakiejś uczelni w Polsce, iż zaprosi mnie na półroczną, lub całoroczną, płatną wizytę np. w charakterze tzw. "Visiting Professor", albo jako "Profesor inicjujący nową tematykę wykładów" (np. inicjujący na owej uczelni wykładanie Konceptu Dipolarnej Grawitacji albo filozofii totalizmu). Korzystając bowiem wówczas z zakwaterowania, sprzętu i wynagrodzenia, jakie w takim przypadku wizytującym lub inicjującym nowe wykłady profesorom się oferuje, w swym czasie wolnym mógłbym się też zająć przygotowaniem omawianego tu "dobrego filmu" - spore koszta wykonania którego, a także koszta podróży, hoteli i transportu wynikające z wykonywania nagrań poszczególnych osób występujących w filmie, mógłbym wówczas pokryć z wynagrodzenia owej profesury, odciążając inne osoby od pokrywania tych kosztów. Wiem wszakże wiele na wiele tematów - dla każdej więc uczelni mógłbym sporo wnieść, nawet choćby tylko filmując przy okazji swego pobytu także profil dydaktyczny lub naukowy danej uczelni. Oczywiście, to jest tylko przykład jednego z wielu możliwych cudów, jakie dostarczyłoby rozwiązania dla kluczowego problemu omawianego tu filmu. Bóg zna bowiem wiele sposobów, na jakie urzeczywistnienie idei takiego filmu dałoby się uzyskać. Być więc może, że wspólnie powinniśmy się pomodlić, aby rozwiązanie to jakimś cudem się znalazło.

 

Oczywiście, dzisiejszy brak znanego rozwiązania tego problemu wcale NIE oznacza, że przypadkowo NIE pojawi się ono w przyszłości. Dlatego zachęcam, aby w chwilach kiedy ktoś ma czas i okazję, spróbował rozwiązać kolejny z najistotniejszych powyższych problemów, tj. wymyślić ideę i tytuł filmu (dla punktów (1) i (2) powyżej) - w jakiego oglądnięciu zainteresowanych byłoby owe co najmniej W=1 milion Polaków - czyli co najmniej jeden na każdych statystycznych 35 ludzi jakich ten ktoś zna. Jeśli zaś taki tytuł i ideę uda się znaleźć, wówczas być może Bóg dopomoże nam rowiązać też i pozostałe z powyższych problemów.

 

Powyższe wyjaśnienia stanowią adaptację punktu #F2 z mojej strony internetowej o nazwie "portfolio_pl.htm" (aktualizacja datowana 25 sierpnia 2018 roku, lub później). Stąd czytanie i rozumienie głównych informacji niniejszego wpisu byłoby nawet bardziej efektywne z tamtej strony internetowej "portfolio_pl.htm", niż z niniejszego wpisu - wszakże na owej stronie działają wszystkie (zielone) linki do pokrewnych stron z dodatkowymi informacjami, użyte są kolory i ilustracje, zawartość jest powtarzalnie aktualizowana, itp. Najnowsza aktualizacja strony "portfolio_pl.htm" już została załadowana i udostępniona wszystkim chętnym m.in. pod następującymi adresami:

http://www.geocities.ws/immortality/portfolio_pl.htm

http://totalizm.zensza.webd.pl/portfolio_pl.htm

http://gravity.ezyro.com/portfolio_pl.htm

http://totalizm.com.pl/portfolio_pl.htm

http://cielcza.cba.pl/portfolio_pl.htm

http://pajak.org.nz/portfolio_pl.htm

 

Na każdym z powyższych adresów staram się udostępniać najbardziej niedawno zaktualizowane wersje wszystkich moich stron internetowych. Stąd jeśli czytelnik zechce z "pierwszej ręki" poznać prawdy wyjaśniane na dowolnej z moich stron, wówczas na którymkolwiek z powyższych adresów powinien uruchomić "menu2_pl.htm" zestawiające zielone linki do nazw i tematów wszystkich stron jakie dotychczas opracowałem, poczym w owym "menu2_pl.htm" wybrać zielony link do strony jaką zechce przeglądnąć i kliknięciem "myszy" uruchomić ową stronę. Przykładowo, aby owo "menu2_pl.htm" uruchomić z powyżej wskazanego adresu http://totalizm.com.pl/portfolio_pl.htm , wystarczy aby w adresie tym nazwę strony "portfolio_pl.htm" zastąpić nazwą "menu2_pl.htm" - poczym swą wyszukiwarką wejść na otrzymany w ten sposób nowy adres http://totalizm.com.pl/menu2_pl.htm . W podobny sposób jak uruchamianie owego "menu2_pl.htm" czytelnik może też od razu uruchomić dowolną z moich stron, nazwę której już zna. Przykładowo, aby uruchomić moją stronę o nazwie "dipolar_gravity_pl.htm" np. z witryny o adresie http://pajak.org.nz/portfolio_pl.htm , wystarczy aby zamiast owego adresu witryny wpisać w okienku adresowym wyszukiwarki następujący nowy adres http://pajak.org.nz/dipolar_gravity_pl.htm .

 

Warto też wiedzieć, że niemal każdy NOWY temat jaki ja już przebadałem dla podejścia "a priori" nowej "totaliztycznej nauki" i zaprezentowałem na tym blogu, w tym i niniejszy temat, jest potem powtarzany na wszystkich lustrzanych blogach totalizmu, które ciągle istnieją (powyższa treść jest tam prezentowana we wpisie numer #301). Początkowo istniało aż 5 takich blogów. Dwa ostatnie z tamtych początkowych blogów totalizmu, jakie ciągle NIE zostały polikwidowane przez licznych przeciwników "totaliztycznej nauki" i przeciwników wysoce moralnej "filozofii totalizmu", można znaleźć pod następującymi adresami:

https://totalizm.wordpress.com

http://totalizm.blox.pl/html

 

Z totaliztycznym salutem,

Dr inż. Jan Pająk